Zaczynali od coverów, a przerośli mistrzów
Muzyka rockowa potrzebuje odnowy. Być może jej zwiastunem jest debiutancki krążek londyńskiego kwartetu The Xx. Najgłośniejsi tegoroczni debiutanci w stu procentach opierają się na zapożyczeniach, ale z tej stylistycznej wirówki wychodzą dźwięki tak oryginalne, jakby wyszły spod ręki starych wyjadaczy.
- Niebo poczeka na Gainsbourg i Becka
- Szklana opera Philipa Glassa
- Posłuchaj całej nowej płyty Susan Boyle
- Nirvana ma najlepszy cover wszech czasów
- Groniec kłania się songom Elvisa Costello
- Gitarzysta Guns N' Roses wydaje płytę solo
- Zespół Muse ujawnia skrywane żądze
- Doda została z pustymi rękoma na gali MTV
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -19°C max. 0°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Xx"
The Xx
Wyd. Sonic Records 2009
Grupę tworzą dwudziestolatkowie Romy Madley Croft, Oliver Sim, Jamie Smith, Baria Qureshi. "Xx" to album nagrany i wyprodukowany przez nich własnymi siłami. W naszpikowanej
odniesieniami do różnych momentów historii muzyki płycie epigoni przerośli samych siebie.
Bo The Xx zasłynęli jako specjaliści od coverów hitów. Do ich debiutanckiego krążka wydawca w Wielkiej Brytanii dołączył zresztą cover gwiazdy r’n’b lat 90., Aaliyah, "Hot Like Fire". I właściwie nie ma się czemu dziwić, bo The Xx czerpią zdrowo z nowoczesnego r’n’b, tylko że w odróżnieniu od popularnych dziś indiepopowych zespołów, jak Hot Chip czy CocoRosie, oni zupełnie luźno podchodzą do rytmicznych wygibasów i muzycznych mód.
W ich muzyce nie chodzi o naśladownictwo, lecz o czułą rozmowę i nastrój. I choć mają w sobie brzmienia gitar The Cure, senność This Mortal Coil, melancholię Cocteau Twins i Echo And The Bunnymen, surowość Pixies, są naturalni. Podkłady tworzy automat perkusyjny, linia basu wędruje swobodnie, a na plan pierwszy wybija się intymny dwugłos Romy i Olivera, opleciony samotnym, przejmującym brzmieniem gitary i klawiszy.
Płyta jest fantastycznie zaprojektowana: w 38 minutach każdy dźwięk gitary perfekcyjnie komentuje każdą nutę, wymruczaną i wyszeptaną przez Romy i Olivera. Jamie Smith i Baria Qureshi są odpowiedzialni za dyskretne loopy, perkusję i senny pogłos elektroniki.
Ale to, co najważniejsze, dzieje się w melodiach i tekstach. Zawstydzają otwartością. Są zuchwałe i powściągliwe zarazem. "You/ You just know/ You just do" (ty, ty po prostu wiesz, po prostu tak) recytuje Romy w "VCR" - to kwintesencja jej małomówności.
O miłości, seksie, tęsknocie, rozpaczy Romy i Oliver śpiewają tak, jakby mowa była o końcu świata. I to jest koniec świata. "Please, teach me gently, how to breathe" (proszę, naucz mnie oddychać), Romy prosi, szepcząc w "Shelter", i wyznaniem tym zawstydza o niebo mocniej niż PJ Harvey czy Peaches.
Na pewno "Xx" to jedna z najważniejszych płyt mijającego roku. Stokroć oryginalniejsza niż krążek "A Brief History of Love" The Big Pink (których The Xx wcześniej supportowali) i mocniejsza niż "Summertime!", właśnie wydana epka nowojorczyków z The Drums. To album, który z pewnością określi brzmienie wielu innych zespołów rockowych w nadchodzących miesiącach.
p
























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!