"Telehon"
Pablopavo & Ludziki
Wyd. Karrot Kommando 2009


Dramaty cichych bohaterów stolicy wymiksowane z eklektycznymi brzmieniami z najwyższej półki, jazzem, hip-hopem, funkiem, afrobeatem, klezmerką, elektroniką, ballada z reggaemuffin - stylem rodzimej formacji Pablopavo, warszawskiego kolektywu Vavamuffin - oto, co czeka nas po uruchomieniu odtwarzacza z płytą "Telehon".

Ostatnio taka sztuka udała się Muńkowi Staszczykowi i Kazikowi, którzy morderczym balladom nadawali rockowy sznyt. "Tę burzę włosów każdy zna, przy ustach dłoni chwiejny gest", ryczał Kazik w "Celinie", i był to chyba największy paradoks polskiej piosenki, który utorował drogę brutalnej poezji śpiewanej na szczyty list przebojów. Płyta "Telehon" to też taki paradoks, choć utworów z niej pewnie zabraknie w stacjach radiowych. Pewnie dlatego że jest to album daleko subtelniejszy i bardziej złożony niż wszystko, czym ostatnio żyła polska muzyka. Nieprzypadkowo zresztą jednym z antybohaterów tytułowej piosenki Pablopavo czyni Radio RMF FM. Bo "Telehon", choć tak subtelny i różnorodny muzycznie, w warstwie lirycznej emanuje negacją: Pablopavo mówi "nie" sprzedajnym politykom, chamstwu, cwaniactwu, przeciętniactwu i wszechogarniającej komercji.

Na bohaterów wybrał sobie zwykłych ludzi, którzy swoją niedoskonałością podtrzymują pamięć o tym, czym była i czym wciąż jest stolica. W pięknej, erotycznie sennej balladzie "C.S.I. Stegny" Warszawa zamienia się w miasto morderców, w kafkowskim "Systemie" pojawiają się motywy wszechogarniającej opresywności i kastowości, które uwypukla klezmerskie brzmienie skrzypiec Radka Polakowskiego.

W wywiadach Pablopavo podkreśla, że współczesne polskie reggae sporo zawdzięcza pierwszym zespołom reggae’owym i punkowym z lat 80. Na "Telehonie" też słychać odniesienia do tego, co najlepsze w naszej muzyce. Jazzująca "Kolejka" z leniwie snującą się między konfesyjnymi wyznaniami marimbą kłania się polskiej szkole jazzu z lat 60. "Primo Rebel", tak jak "Warszawa Wschodnia", to rasowy dub złamany melancholią solówki skrzypcowej, odległym jazgotem trąbek i dyskretnym tłem elektroniki.

Świetną muzykę przewyższają teksty. Pablopavo z nerwem notuje wszystkie zapachy ulic i domów, praską gwarę, slang hiphopowy, ludzki szum z dworców, przystanków, klubów, szkół i imprez. Ale co najważniejsze, to język dający obraz miasta, jakim jest naprawdę – brudnych peryferii Europy, w których pamięć o chwalebnej historii walczy o lepsze (i przegrywa) z chęcią do upiększenia naszego tu i teraz.

Najważniejsza płyta ostatnich kilku lat pewnie nie zdobędzie nominacji do Fryderyka. Nie szkodzi, bo właśnie dlatego Pablopavo i Ludziki nagrali "Telehon" – na przekór stylom i polskim modom.

p