Waits opowiada, jak droga jest jego sperma
Na swoim najnowszym, koncertowym albumie "Glitter and Doom Live" Tom Waits znowu zadziwia fanów, uwodzi muzyką i żartami z siebie. Amerykański bard śpiewa, gra, snuje plany na przyszłość, wspomina stare czasy, ale także zabawia słuchaczy absurdalnymi historyjkami.
- Wszystkie echa Toma Waitsa
- Absurdalna pogawędka Becka i Willa Ferella
- Tom Waits odsłania ciemne zakamarki duszy
- Tom Waits nagrał płytę roku
- Tom Waits śpiewa dla Tybetu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Glitter and Doom Live"
Tom Waits
2009
Trudno nie cieszyć się z tego wydawnictwa – to siedemnaście utworów zarejestrowanych w zeszłym roku podczas koncertów w różnych częściach świata.
Trudno też od razu nie narzekać na to, że przecież występy tego artysty to nie tylko przypadkowy wybór znanych kawałków, ale bardziej kameralny minispektakl z dramaturgią, świetną muzyką
i niestworzonymi historiami. A jego głównym bohaterem jest oczywiście śmieszny facet z bródką, w kapeluszu, snujący zachrypniętym głosem bez końca swoje pijackie opowieści o życiu.
Szkoda zatem, że Waits czy też jego wydawcy nie zdecydowali się tym razem na opublikowanie po prostu zapisu jednego z takich show, najlepiej również w wersji na DVD - tak jak chociażby świetny
tegoroczny album "Live in London" Leonarda Cohena. Może artysta chciał uaktualnić swój album "Big Time" sprzed dwudziestu lat, który powstał w podobny
sposób?
Frykasy z trasy
Akurat podczas ubiegłorocznej trasy Waits skupił się przede wszystkim na repertuarze z "Bone Machine" i rewelacyjnego "Real Gone". Nie zabrakło też pojedynczych utworów m.in. z "Rain Dogs", "Mule Variations" oraz wydanej ostatnio trzypłytowej składanki "Orphans: Brawlers, Bawlers & Bastards". Natomiast na scenie wspierał go zespół w składzie: gitarzysta Omar Torrez, kontrabasista Seth Ford-Young, klawiszowiec Patrick Warren, instrumenty dęte Vincent Henry i perkusista Casey Waits.
Ze starszych utworów świetnie wypada lekko funkujący "Such A Scream" z popisową solówką saksofonu, "Singapore" z egzotyczną partią marimby oraz bluesowe "Get Behind The Mule" obowiązkowo w wersji ponadsześciominutowej. W żywiole koncertowym wydaje się, że te wszystkie utwory brzmią jeszcze lepiej. Do tego blisko 60-letni Waits ma jeszcze bardziej chropowaty głos niż dawniej oraz ekspresyjną charyzmę sceniczną. Dzięki temu idealnie sprawdza się też w spokojniejszych i oszczędnych momentach, takich jak ballada "Fannin Street".











































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!