pochodzi z Wysp Zielonego Przylądka. Nazywana "bosonogą diwą" światową sławę zyskała, wykonując tradycyjną muzykę z tego regionu, zwaną morna. Ma na koncie kilkanaście albumów, nagrodę Grammy w kategorii world music, order Legii Honorowej przyznany przez prezydenta Francji Jacques’a Chiraca. Właśnie ukazał się jej nowy album "Nha Sentimento".
Ależ skąd. Mam po prostu bardzo zmęczone, obolałe nogi. Gdy jestem utrudzona, zwyczajnie lubię zzuć buty, aby stopy nie paliły żywym ogniem.
Nie wiem. Chyba mnie jednak przeceniasz (ze śmiechem). Moja muzyka zapewne częściej jest grana na pogrzebach. Ale ile razy uratowałam komuś życie? Nie potrafię powiedzieć. Ludzie często mnie
pytają, czy wiem, że moje pieśni brzmią w ich sercach. Że przy nich płaczą. Że moja muzyka coś w nich łagodzi. Ale to mogą być tylko grzecznościowe zdania. Nigdy nie spotkałam
człowieka, który na serio wyznałby mi coś równie ważnego.
Nie mogę wytłumaczyć samego momentu przemiany, bo pewnie o to pytasz. Podejrzewam, że każdy z nas umie odszukać dobro nawet w miejscach mrocznych. A ja żyję w surowym, ale pięknym kraju.
Powiedziałam ci, jak ludzie odbierają moją muzykę. Nie wiem, jak ludzie rozumieją zawarte w niej emocje, ale wiem, że je rozumieją. Jestem szczęśliwa, że tak emocjonalnie odbierają moją
muzykę, ale nie jestem w stanie tego wytłumaczyć.
Słuchaj, jestem znana jako piosenkarka Cesaria Evora. I znają mnie, od kiedy byłam młoda, od kiedy byłam dzieckiem, a potem początkującą piosenkarką. To dla nich nic specjalnego. Dlatego nie
traktują mnie jako osoby wyjątkowej. Zostałam przez nich oswojona (śmiech).
No dobrze, mogę powtórzyć, że kiedyś byłam młoda. Młodzi kochają, a miłość bywa wplątana w okrucieństwo. Koniec na tym!
Gdybym była młoda, to i owszem, mogłabym być specjalistką od rozczarowań i spełnień. Ale ten czas jest za mną. Właściwie mój czas już się skończył.
To zależy od tego, jaki masz grzech. Kiedy idziesz do nieba? Po śmierci, bo przecież nie idziesz teraz (głośny śmiech). Ludzie przyjęli, że tak jest – w niebie czekać będzie św.
Piotr. Kiedy staniesz przed nim, to on zdecyduje, w którą stronę się udasz. Czy do góry, czy w dół.
Piję wodę i kawę. Tym żyję. Jeśli chodzi o jedzenie, to mówię mojemu kucharzowi, co chcę jeść, i on mi to przygotowuje (śmiech). Czasami mnie nie słucha i sam decyduje. Jestem za stara,
żeby stać przy kuchni.
Prawda jest bolesna, ale nie znaczy to, że nie można się z tego wszystkiego śmiać. Ja nagrywam, a mój producent decyduje, co ukaże się na albumie. Słuchasz efektów pracy mojego
producenta.
To proste. Ufam ich talentowi. Jak źle zagrają, nikt nie przyjdzie słuchać. Publiczności nie można oszukać.
Piosenkarz wykonuje swoje utwory przed publicznością. A publiczność decyduje, że będziesz się wspinał do góry bądź nie. To ludzie decydują o sukcesie piosenkarza. Bez nich nie można
osiągnąć niczego.
Bez zielonego. Ponieważ to kolor nadziei. Ale nie lubię wszystkich odcieni. Lubię ciemny, przytłumiony, matowy. Taki w odcieniu oliwkowym. To kolor życia.
Przede wszystkim jestem pod wielkim wrażeniem muzykalności Egipcjan. Mój producent powiedział, że kiedy w Egipcie słuchają mojej muzyki, są nią zachwyceni.
Chcesz trochę kawy? Może coca-coli? Proszę, częstuj się! (śmiech). To dobra polska kawa. Ale tak naprawdę nasza jest najlepsza. Wyjątkowa. Kawa z Cabo Verde. Czy ją znasz? Jeśli nie, to
musisz przyjechać koniecznie.
Bosonoga diwa zwraca się ku jaśniejszej stronie życia. I ciągle zachwyca. Odkryliśmy ją późno, podobnie jak reszta świata, ale nadal uwielbiamy. I słusznie, bo Cesaria Evora tak jak jej
muzyka wciąż ma w sobie magię. Jak wielkim talentem jest obdarzona, można się było przekonać, słuchając wydanych w zeszłym roku nagrań młodziutkiej wokalistki z archiwów radia Mindelo.
Na tamtym albumie towarzyszyli jej koledzy z Mindelo, posługujący się lokalnymi instrumentami. Zachowana była atmosfera kameralnych spotkań taneczno-muzycznych.
Swoją najnowszą płytę, "Nha Sentimento", Evora wypełniła tęsknymi mornami i nieco żywszymi coladerami, narodowymi kabowerdeńskimi pieśniami, podobnymi do tych, które
słyszeliśmy na "Radio Mindelo". Tutaj ciekawostką jest duet Cesarii i młodej gwiazdki world music z Wysp Zielonego Przylądka Lury, o której mówi się, że jest następczynią
Evory.
Na "Nha Sentimento" afrykańska diwa zwraca się ku jaśniejszej stronie życia, słychać tu więcej tanecznych latynoskich akcentów. W śpiewanych przez nią mornach można wyłowić delikatne inkrustacje motywami dalekowschodnimi. Arabski rdzeń tej muzyki podkreśla głównie brzmienie skrzypiec, ale także popowe aranżacje morn, za którymi stoi Egipcjanin Fathy Salama.
Wkład w album, prócz znakomitego producenta Nando Andradego i odkrywcy Cesarii Jose da Silvy, ma kabowerdeński perkusista Tey Santos. Stylowa gra Santosa, który współpracuje z Evorą od lat, czule podkreśla melancholię w śpiewie artystki. Słychać tu jednak radosną wielokulturowość: za radą Andradego artystka podjęła współpracę z tak różnymi muzykami, jak perkusista Miroca Paris, akordeonista Henry Ortiz i Regis Gizavo.
Muzyka z "Nha Sentimento" jest bardziej różnorodna niż materiał z "Radia Mindelo". Brzmienie i produkcja są dopieszczone. To album emocjonalny (jak mówi o nim Cesaria - "to moje uczuciaȁD;), a zarazem kosmopolityczny, otwarty na świat. Bez obaw, to ciągle ta Evora, która wychodzi na scenę i po prostu śpiewa. Oby jak najdłużej.