Figlarne eksperymenty eksmuzyka Ścianki
W cieniu sukcesów nowych odkryć wytwórni Mystic - Czesław Śpiewa, Gaby Kulki i Dick 4 Dick, bez echa przechodzi płyta związanego z nią od lat Jacka Lachowicza. Niesłusznie. Znakomitą płytą "Pigs Joys and Organs" były klawiszowiec grupy Ścianka udowadnia, że bardzo dobrze sobie radzi bez dawnych kolegów.
- Rośnie odtrutka na Stachurskiego i Dodę
- Debiut Ścianki doczekał się wznowienia
- Kultowa wytwórnia Warp świętuje 20-lecie
- W oparach poezji, absurdu i psychodelii
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Pigs Joys and Organs"
Jacek Lachowicz
Wyd. Mystic 2009
Szkoda, bo to również muzyk, który jest oryginałem na polskiej scenie niezależnej. Starsi słuchacze pamiętają jeszcze jego rockową przeszłość, kiedy był klawiszowcem trójmiejskiej
Ścianki. Młodsi kojarzą go z supergrupą Lenny Valentino oraz ze środowiskiem Sissy Records. Ale tak naprawdę po ponad dziesięciu latach kariery wciąż trudno jest go przypisać jednej scenie
czy gatunkowi - szczególnie, że w jego solowej dyskografii ostatnio pojawił się nawet w pełni ambientowy album "Runo". Dlatego też po "Pigs Joys and Organs"
warto sięgnąć bez uprzedzeń i potraktować go jako kolejny zbiór autorskich piosenek Lachowicza.
Artysta nie chodzi prostymi ścieżkami - utwory często zaskakują pod względem kompozycji, podejścia do aranżacji oraz produkcji. Lachowiczowi jak zwykle bliska jest figlarność Becka w singlowym "Like a Pig", ale też eksperymenty z elektroniką w stylu Radiohead pod koniec "Grind My Soul" czy The Notwist w "Pax", a nawet chyba po raz pierwszy nowofalowe klimaty Joy Division w "Joy". Szczególnie pierwsza część albumu wydaje się dużo gęstsza, momentami wręcz ciężka, a przede wszystkim różnorodna. Lachowicz przełamuje schematy zwrotka - refren i odchodzi od rockowej formuły, dodaje zapętlone rytmy, partie klawiszy, melotronu oraz instrumentów dętych i smyczkowych. Pomagają mu w tym w studiu m.in. cenieni instrumentaliści z pogranicza jazzu i muzyki współczesnej: Michał Górczyński, Michał Gos i Andrzej Izdebski. Właściwie nie ma tutaj dwóch podobnych do siebie piosenek - również dzięki temu, że Lachowicz stara się sam sprawdzać w różnych konwencjach wokalnych. Na koniec niezapomniane wrażenie pozostawiają urzekająca prostota "Organs" oraz nieco klasycyzujący romantyzm "All the People".
Może brakuje tu dynamiki, melodyjności i polskich tekstów - Lachowicz najwyraźniej nie patrzy na swój dawny dorobek. To sprzyja kreatywności i nie pozwala jednoznacznie zaszufladkować
artysty. Ci, którzy zostaną entuzjastami twórczości Lachowicza po "Pigs Joys and Organs", powinni go zobaczyć w akcji podczas środowego koncertu w Centralnym Basenie
Artystycznym w Warszawie, a potem w Toruniu i w Katowicach.
Koncerty:
2 grudnia - Warszawa, Centralny Basen Artystyczny
6 grudnia - Toruń, TBA
7 grudnia - Katowice, Klub Muzyczny Cogitatur












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!