Fever Ray wyznaje: Cenię minimalizm
Karin Dreijer Andersson to charakterystyczny głos duetu The Knife. Teraz szwedzka wokalistka i kompozytorka debiutuje solową płytą pod szyldem Fever Ray. Artystka opowiedziała nam o tym wydawnictwie, a także zmianie wizerunku i uwielbieniu, jakim darzy serial... "Miami Vice".
- Tak brzmi Nick Cave w damskiej wersji
- Opera The Knife inspirowana Darwinem
- Sprawdź 30 najlepszych kawałków XXI wieku
- Kasabian nagrał najlepszą płytę 2009 roku
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To twój pierwszy solowy album. Wcześniej dałaś się poznać z wieloletniej współpracy z twoim bratem w ramach The Knife. Nie tęsknisz za nim?
Karin Dreijer Andersson: Nie bardzo, bo tak naprawdę nie przestaliśmy współpracować. Przez wiele miesięcy pracowaliśmy nad muzyką do opery poświęconej Karolowi Darwinowi. Już w
styczniu płyta z tą ścieżką dźwiękową będzie dostępna w sklepach. To jednak poboczny projekt – teraz skupiam się na swojej twórczości i dobrze mi robi ta przerwa po 7 latach u
boku brata.
Muzycznie nie oddaliłaś się od estetyki The Knife, ale zmieniłaś się wizerunkowo. W kąt poszły tajemniczne maski i barokowe stroje. Nie chcesz się już ukrywać?
W The Knife zależało nam, żeby nic nie zakłócało odbioru muzyki. Nie chcieliśmy, żeby nasze osobowości, twarze w jakikolwiek sposób wpływały na postrzeganie nasze twórczości. Stąd
maski.
No tak, ale przywdziewanie masek też wpłynęło na odbiór waszej muzyki, wprowadzając element tajemnicy, pewnego misterium. Tak naprawdę zmieniliście tylko jedną maskę na inną. To
pułapka, przed którą nie ma ucieczki. Musielibyście zaprzestać grania koncertów i udzielania wywiadów, żeby zrealizować tę utopijną ideę.
Poniekąd tak, ale mimo wszystko te kostiumy pozwoliły nam się trochę odciąć od muzyki. Poza tym lubimy z bratem przeistaczać się w inne postaci, więc może tak naprawdę o to właśnie
chodzi. To dlatego w swojej muzyce często manipuluję swoim głosem, zmieniając drastycznie jego charakter. Na „Fever Ray” niekiedy brzmię jak facet – tak mocno
ingeruję w swój głos.





























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!