dzieciństwo

Czasem wydaje mi się, że nigdy nie byłam dzieckiem. Zawsze poważna nad wiek, trochę na uboczu, ze świadomością, że muszę sama zorganizować sobie życie. Z jednej strony miałam poczucie wolności ograniczone do przychodzenia do domu na czas i unikania ubierania się na czarno (co nie było dobrze widziane). Z drugiej czułam osamotnienie. Aha, pamiętam jeszcze, że nigdy nie wagarowałam, bo wiedziałam, że za dużo będzie potem tłumaczenia się. Marzyłam o własnym pokoju, dalekich podróżach i gitarze. To ostatnie przyszło pierwsze: jako 16-latka zarobiłam na nią roznoszeniem mleka (w strażackiej kurtce i czerwonych spodniach).


książki

Książki na dobre odkryłam dopiero na studiach. Na pierwszym roku nadrobiłam wszystko, począwszy od „Muminków”. Potem był „Hobbit”, cała Trylogia i „Silmarillion”, Wharton, Heller, Eco, Remarque i sporo literatury iberoamerykańskiej, nie licząc czeskiej, którą i tak studiowałam. Chodziłam wtedy jak w transie. Zwłaszcza że nierzadko zdarzało mi się zarywać noce, bo czasem książkę mogłam pożyczyć zaledwie na kilkanaście godzin. Od tej pory czytanie stało się wielką przyjemnością. Poza powieściami polubiłam eseje, biografie, listy. Z poezji głównie R.M. Rilke, no i ostatnio książeczki dla dzieci.


muzyka

Piszę i śpiewam muzykę, jaką sama lubię. Nie lubię oddzielać słuchania od śpiewania, ciągle nucę, muzyka towarzyszy mi wszędzie. Żeby się obudzić, potrzebuję mocno energetycznych brzmień. Podobnie jest jak z czytaniem – mam pod ręką kilka książek i płyt na różne okazje i nastroje. Eseje wymagają świeżej głowy, więc czytam je głównie rano, za to wieczory są dla powieści i biografii. Sztuka musi wywoływać emocje. Na różnych etapach życia inaczej ją odbieram, inaczej słyszę dziś Toma Waitsa niż we wczesnej młodości, inaczej Ninę Hagen, Bjork, Cortazara czy Virginię Wolf. Z niektórych artystów wyrosłam, do innych dorosłam, ale żadnego pozbyć się z głowy nie zamierzam.


podróże

Jestem zawodowym muzykiem, więc cenię ciszę. Zwłaszcza na wakacjach stronię od hałaśliwych miejsc pełnych turystów. Z podróżami nie udawało mi się za bardzo do tej pory, chociaż je uwielbiam, bo ciągle było za dużo pracy. Staram się teraz jakoś lepiej zorganizować czas w wakacje. Odkąd mieszkam na wsi, zaczęłam zauważać pory roku, i to nie tylko te cztery, ale co najmniej kilkanaście. Lubię i nasze góry, i morze, ale też marzy mi się totalna egzotyka. Mogłabym zresztą większość roku spędzić w podróży, byle móc potem wrócić do „mojego” miejsca w Polsce.


pasje

Cenię malarstwo, głównie figuratywne. Naturalizm to nie mój typ, a abstrakcja w obrazie nie przemawia do mnie (albo ja nie dosłyszę). Nie rozdzielam pasji, pracy i hobby – zawsze chciałam i starałam się robić to, co lubię, prawem najmniejszego wysiłku – wtedy robi się najlepiej! Radość może mi sprawić nawet gotowanie, pod warunkiem że nie muszę tego robić codziennie. Każda wymuszona regularność zabija radość tworzenia. A pasja musi być we wszystkim, co się robi, zwłaszcza jak komuś brak systematyczności. Uwielbiam rośliny za to, że tak pięknie rosną, jak je posadzę i dbam o nie, ale nie mam im za złe, jeśli zwiędną, gdy będę musiała wyjechać i przestanę ich doglądać. To jest chyba bliskie jogińskiemu prawu dawania i brania. Jestem raczej pasjonatem niż zawodowcem i tylko wyssane z mlekiem mojej odpowiedzialnej matki poczucie przyzwoitości każe mi nie nawalać. No i sama pasja!


dzieci

Bycia rodzicem trzeba się nauczyć i docenić szansę, jaką się dostało. Dziecko jest osobnym człowiekiem, który ma prawo do szacunku i własnego zdania. I tylko ktoś, kto dobrze traktuje innych dorosłych, będzie odpowiednim partnerem dla dziecka. Sztuka dyskusji i negocjacji może tu osiągać szczyty (wierzcie mi), a argumenty nie mogą schodzić poniżej pewnego poziomu. Mimo wszystko. Bezgraniczna miłość i zdrowy rozsądek, anielska cierpliwość – w odpowiednich proporcjach – i może się udać. Zdecydowanie nie akceptuję obecności dzieci w show-biznesie. Rozwijanie talentów – tak, ale pod mądrą kontrolą rodziców i tylko kiedy dzieciaki same bardzo tego chcą, absolutnie nie może się odbywać kosztem wykształcenia i dzieciństwa.


moda

Do mody mam stosunek sceptyczny. Mody zawsze były i będą. Nowości mogą być inspirujące, pod warunkiem że nie popadamy w przesadę, co widać na przykładzie anorektycznych modelek. Moda jest formą sztuk wizualnych i tak jak sztukę trzeba ją traktować – tylko jako przyjemność estetyczną. Jeśli wychodzimy z założenia, że to moda jest dla nas, a nie odwrotnie, możemy się nią świetnie bawić i traktować jak użyteczną przyjemność. Ktoś ciekawie, odpowiednio do figury ubrany będzie nam milszy dla oka i bardziej estetyczny. A sam przy okazji może się „dookreślić wizerunkowo”, mieć poczucie przynależności do jakiejś kultury czy nawet kasty ludzi bogatych i generalnie żyjących kolorowo, choć mi to specjalnie nie imponuje. Jeśli ktoś więcej czasu spędza, zastanawiając się, w co się ubrać, niż na pracę, naukę czy czytanie (a przy tym nie jest projektantem mody), to chyba nie pogadam z nim nawet o pokoju na świecie!