King Midas Sound
"Waiting For You"
Wyd. Hyperdub
Ocena 5/6



"Pierwsze nagrania postanowiłem od razu pokazać Steve’owi z Hyperdub. Wiedziałem, że to pokocha. Kiedy się spotkaliśmy i powiedziałem, że mam coś w sam raz dla niego, uśmiechnął się z pobłażaniem – wspomina Martin. – Minęło kilka dni, zanim wysłuchał dema King Midas Sound i już myślałem, że nic z tego nie będzie. Wreszcie zadzwonił podniecony i powiedział, że musi wydać nasz materiał.

Od tego czasu minęły jednak ponad cztery lata. Wytwórnia Hyperdub odniosła sukces dzięki płycie Buriala i modzie na dubstep, a weteran sceny elektronicznej Kevin Martin albumem „London Zoo” nagranym pod szyldem The Bug odświeżył markę oficyny Ninja Tune i trafił w gusta młodej publiczności. Wreszcie razem z wokalistami Afrykaninem Rogerem Robinsonem i Japonką Hitomi dokończył w spokoju „Waiting for You”, który brytyjska prasa zgodnie uznała za jedno z najważniejszych elektronicznych wydawnictw minionego roku.

A jest co najmniej kilka powodów, dla których nie wolno przegapić debiutu King Midas Sound. Pierwszy to znany już od pewnego czasu singiel „Cool Out” niezwykle spokojnie i zmysłowo wyśpiewany przez Robinsona, drugi to lekko egzotyczny „Earth a Killa Ya” z wyrazistym proekologicznym i antykorporacyjnym przesłaniem, a trzeci niezwykle zwiewny damsko-męski duet w utworze tytułowym. Co ciekawe, wszystkie te nagrania niewiele mają wspólnego z dokonaniami Burial, Kode9&Spaceape czy nawet The Bug. Czuć w nich raczej ducha nagrań Massive Attack z Horace’em Andym oraz Tricky’ego i Martiny Topley-Bird.


"Nie inspirowaliśmy się bezpośrednio trip-hopem. Te skojarzenia mogą się brać z tego, że podobnie jak artyści z Bristolu wychowaliśmy się na różnych odmianach reggae i hip-hopu, więc staramy się łączyć te wpływy. Różnica jest jednak taka, że Tricky ani nikt inny z Wild Bunch nigdy nie śpiewał tak, jak Roger - tłumaczy Martin. - Jego delikatny, pełen emocji głos sprawił, że muzyka King Midas Sound nie jest taka bezpośrednia i konfrontacyjna jak The Bug".

Album „Waiting For You”, choć utrzymany jest w hipnotycznych, dubowych brzmieniach i oparty na ospałych, wyciszonych rytmach to dzieło wyjątkowe dla obecnej brytyjskiej sceny elektronicznej i samego Martina. Coraz więcej artystów dubstepowych wychodzi z podziemia i odchodzi od drumandbassowych, garage’owych i dubowych korzeni. Remiksują popowe nagrania (Skream) czy robią podkłady dla hiphopowców (Benga). A reszta tkwi w miejscu i czeka, kiedy Mary Anne Hobbs, popularna prezenterka BBC Radio 1, zaprezentuje ich w swojej audycji albo umieści na swojej składance.

Natomiast członkowie King Midas Sound w takich utworach jak „Goodbye Girl“, „I Man” czy „Outer Space“ wychodzą poza granice stylu i swobodnie korzystają z ogromnego doświadczenia muzycznego założyciela projektu, który jest przecież obecny na scenie eksperymentalnej od początku lat 90. (m.in. z projektami God i Techno Animal). A do tego starają się przede wszystkim tworzyć własne i dobre piosenki. "Po raz pierwszy zdarzyło mi się, że idę po ulicy i zaczynam nucić własny utwór - śmieje się Martin. - Wiem, że to brzmi słabo, ale cóż mogę na to poradzić... Nagraliśmy przecież świetny album".