Dziennik.plMuzyka

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 24°C

Debiutanci, o których szybko nie zapomnisz

2010-01-15 | Ostatnia aktualizacja: 21:19 | Komentarze: 0 | skomentuj
"Contra" Vampire Weekend

"Contra" Vampire Weekend / Inne

Vampire Weekend to jeden z tych zespołów, które po nagraniu debiutanckiego krążka za sprawą internetu stały się "tą nową modną kapelą". Jednak w odróżnieniu od dziesiątek podobnych grup o kwartecie z Nowego Jorku szybko nie zapomnimy, czego dowodzi ich druga płyta ";Contra".

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Contra"
Vampire Weekend
Wyd. Isound 2010
Ocena: 5/6



Niewiele zespołów z działki indierockowej wzbudziło w ciągu ostatnich lat tyle emocji co nowojorczycy z Vampire Weekend. Po bardzo udanym debiucie sprzed dwóch lat na ich drugą płytę dziennikarze wyczekiwali niemal jak na płytę Grizzly Bear. Nic dziwnego - ich debiutancki album „Vampire Weekend” okazał się wyjątkowo świeżą propozycją, łączącą inspiracje szeroko pojętą muzyką afrykańską z klasycznym amerykańskim rockiem. Co więcej - kwartet świeżo upieczonych absolwentów prestiżowego Uniwersytetu Columbia nagrał ją samodzielnie za pomocą zaledwie dwóch mikrofonów i komputera, jednocześnie pracując na etat w „zwykłej” pracy.

Na „Vampire Weekend” czuć było wszechobecnego ducha Paula Simona i jego klasycznej płyty „Graceland” z 1986 roku, na której amerykański wokalista i gitarzysta śpiewa z afrykańskimi gwiazdami - m.in. Ladysmith Black Mambazo. Pod tym względem sequel nie różni się od debiutu - w głosie wokalisty Ezry Koeniga ciągle słychać tę samą radość, jaka była obecna w głosie Simona, kiedy przy akompaniamencie słonecznej sekcji dętej śpiewał ćwierć wieku temu refren „You Can Call Me Al”. To chyba największy atut tej płyty - dawno nie słyszałem tak zaraźliwej radości rozsiewanej za pomocą piosenek. Posłuchajcie tylko „California English” z gitarami rodem z płyt Feli Kutiego i wokalnymi ozdobnikami (ten utwór to jeden z niewielu przykładów kreatywnego wykorzystania efektu autotune'a), otwierającego płytę „Horchata” z plemiennymi chórami i łamiącym się głosem Ezry albo następnego w kolejce „White Sky”. Ten ostatni numer to wręcz eksplozja radości - refren śpiewany mocnym falsetem postawiłby na nogi nawet umarłego, zmuszając go do tańca.

Marcin Staniszewski
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najczęściej komentowane

«