Piękny mrok nowego Massive Attack
Niejeden fan stracił już nadzieję na pojawienie się piątego albumu studyjnego Massive Attack. Jednak bristolski kolektyw pod dowództwem Roberta Del Naja powrócił, i to w dobrej formie - ze znakomitym krążkiem "Heligoland".
- Twórczy niepokój ballad Massive Attack
- Massive Attack piątą płytę wyda w lutym
- Pornogwiazda promuje nowe Massive Attack
- Czego się nie tknie, zamienia to w złoto
- Atak nowych klipów Massive Attack
- Tricky szuka nowego i wraca do korzeni
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Heligoland"
Massive Attack
Wyd. Virgin 2010
Ocena5/6
Wzmianki o premierze płyty o roboczym tytule „Weather Underground” pojawiały się jeszcze w 2004 roku niedługo po wydaniu „100th Window” i później były
powtarzane niemal co roku. Tymczasem Del Naja osierocony przez Granta „Daddy'ego G” Marshalla (producent i wokalista rozstał się z Massive Attack na początku nowego wieku)
zajął się pisaniem kolejnych soundtracków. W 2004 roku zasilił swoimi mrocznymi kompozycjami film „Danny The Dog”, a trzy lata później do spółki z Neilem Davidge'em
napisał ścieżki dźwiękowe aż do trzech filmów, z których jeden („Trouble The Water") otrzymał nawet nominację do Oscara za muzykę.
Szczęśliwie na „Heligoland” do gry znowu wraca Daddy G, który od kilku lat ponownie zaprzyjaźniał się z 3D. Spory udział ma w tym Damon Albarn, w którego studiu muzycy
wracali do formy podczas wspólnych jammów.
Lider Blur pojawia się tu nawet w charakterze wokalisty w przejmującym „Saturday Come Slow”, w którym brzmi jeszcze bardziej wytrawnie niż na piosenkach realizowanych w ramach
swojego projektu The Bad The Good and The Queen. Zresztą tradycyjnie 3D zaprosił do współpracy plejadę doskonałych wokalistów (na poprzedniej płycie zaśpiewała m.in. Sinead O'Connor).
Uwagę zwraca przede wszystkim frontman TV On The Radio Tunde Adebimpe. Oparty na hipnotycznym fortepianowym riffie „Pray For Rain” z udziałem Amerykanina to jeden z najlepszych
momentów albumu – lider TOTR brzmi tu jak połączenie Petera Gabriela z okresu płyty „So”, z jazzowym wokalistą Kurtem Ellingiem. Nie gorzej wypada też Guy Garvey,
który we „Flat Of The Blade” przypomina z kolei niezapomniany głos Brendana Perry'ego z Dead Can Dance, śpiewając do podkładów rodem z „Amnesiac”
Radiohead.

























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!