Tim Simenon: Muzycy są z kosmosu
Londyński muzyk, znany producent i głównodowodzący zespołu Bomb The Bass, to jeden z ojców współczesnej muzyki klubowej. Tim Simenon opowiada nam, dlaczego coraz częściej wybiera Azję zamiast Europy i tłumaczy, dlaczego nie wierzy w trendy.
- Hiphopowcy i DJ-e zmierzą się z Chopinem
- Hitler zaprasza na imprezę klubową
- Nergal: Po pijaku robiliśmy różne głupoty
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jesteś właśnie w Bangkoku. Co tam porabiasz? Ponoć zaangażowałeś się w pracę z niszowym zespołem electropunkowym Futon. To z ich powodu przeniosłeś się na drugi kraniec globu?
Tim Simenon: Nie, to nie ma nic wspólnego z nimi. Zwyczajnie z Europy wygoniła mnie zima. Miałem już dość zamarzających samochodów, paraliżu komunikacyjnego i ogólnego poczucia, że wszystko się wali. Wydałem nową płytę i nie zamierzam się dołować z powodu aury. Dlatego wybrałem słońce (śmiech).
Czyli wakacje?
Nie do końca. Wziąłem ze sobą trochę sprzętu, bo nie mogę żyć odcięty od robienia muzyki. Przede wszystkim nabieram tu sił przed trasą koncertową, jaką planujemy na wiosnę i lato. Kiedy zadzwoniłeś, kombinowałem właśnie, jakie aranże podczas występów na żywo będą miały kolejne utwory z nowej płyty. Zresztą numery z „Future Chaos” też będą przearanżowane, więc zamierzam tu zostać parę dobrych miesięcy.
Ty w ogóle chyba lubisz Azję. Teledysk do „Infinities” nakręcił jeden z tokijskich reżyserów...
Cóż, mam to chyba w genach. Moja matka ma w sobie azjatycką krew. Dobrze czuję się w tych stronach. Ludzie mają tu tak ekstremalnie inną mentalność, mają dystans do wszystkiego. Nie sposób się tu nie zrestartować. Nie wspominając o takich szczegółach jak tokijskie sklepy z syntezatorami. To jest raj dla fanatyków klasycznych instrumentów sprzed lat.
Rozumiem jednak, że twoja baza ciągle znajduje się w Amsterdamie?
Tak, zapuściłem tam korzenie i raczej nie zamierzam się przenosić. Tym bardziej że większość moich współpracowników mieszka w Europie, więc znacznie łatwiej stąd koordynować cały projekt.
Przy okazji premiery płyty „Future Chaos” znowu zacząłeś występować na żywo. To chyba wciąż dla ciebie nowość, bo miałeś sporą przerwę – przez niemal dwie
dekady nie koncertowałeś?
Wiadomo, że występy live to zupełnie energia niż praca w studiu. Uwielbiam to, ale prawda jest taka, że to strasznie pracochłonne. Szczególnie jeśli wykonuje się muzykę elektroniczną. Niełatwo zrobić dobry i ekscytujący show. Zwłaszcza że w dzisiejszych czasach nie mogę sobie pozwolić na kosztowne ekstrawagancje, bo zwyczajnie nikt za nie zapłaci.

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!