Wizjoner z Polski, który odmówił Hollywood
Lutosławski zazdrościł mu niezależności, Rubinstein bezskutecznie prosił o napisanie koncertu fortepianowego. Być może wykonanie "Requiem" przez orkiestrę i chór Radia BBC rozpocznie karierę polskiego kompozytora. Prawykonanie monumentalnej mszy żałobnej Romana Maciejewskiego zapowiadane jest jednym z najważniejszych muzycznych wydarzeń nowego roku.
- Polska chwali się Chopinem w Cannes
- Rok Chopinowski - od popu do awangardy
- Polska moda na awangardę
- Polski chaos płytowy
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Rzadko zdarza się, by utwór budził tak silne emocje ponad pół wieku od swego powstania. "Polska premiera "Requiem" na "Warszawskiej Jesieni" w 1960 roku oburzyła ówczesny awangardowy establishment swoim rzekomym anachronizmem i populizmem - wspomina Wojciech Maciejewski, brat nieżyjącego od dwunastu lat Romana. - Z drugiej strony pojawiały się nieliczne odważne głosy, że tak właśnie będzie brzmiała muzyka przyszłości. Kierunek, w którym podążyli z czasem ówcześni awangardziści, Górecki i Penderecki, zdaje się to potwierdzać".
Łzy Artura Rubinsteina
Ale już w latach 60. Maciejewski miał swoich zagorzałych zwolenników. Amerykańska premiera "Requiem" wycisnęła łzy z liczącego trzy tysiące audytorium. Płakał także Artur Rubinstein z małżonką, którzy osobiście ściągnęli Maciejewskiego do Stanów Zjednoczonych. Polski kompozytor miał przyjąć posadę dyrektora muzycznego hollywoodzkiej wytwórni Metro Goldwyn Meyer. Odmówił.
"Świat przemysłu rozrywkowego, wielkiej finansjery oraz dyplomacji szanował i podziwiał mojego brata właśnie za to, że nic od nich nie chciał - mówi Wojciech Maciejewski. - Po śmiertelnej chorobie i cudownym ozdrowieniu, którego doświadczył w latach 40., stał się innym człowiekiem. Z paryskiego bon vivanta zmienił się w samotnika i mizantropa z dystansem do świata oraz z wybujałym życiem duchowym. Szkoda, że przy okazji zaniedbał całkowicie kwestię wykonywania oraz wydawania swojej muzyki - dodaje. - Rękopisami spoczywającymi przez dekady w szufladzie zająłem się osobiście dopiero w latach 90., by odkryć, że wiele dzieł bezpowrotnie zaginęło".
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!