Morze pięknego smutku Corinne Bailey Rae
Muzyka jako terapia? Po Alicii Keys kolejna wokalistka soulowa nagrywa album, na którym opłakuje stratę ukochanej osoby. "The Sea" Corinne Bailey Rae to bardziej przypadek dla psychologa niż dziennikarza, dlatego po prostu posłuchajcie tej płyty.
- Bridgewater zaśpiewa na jazzowej zadymce
- Vaya Con Dios na Smooth Jazz Festival
- Orkiestrowy zwiastun nowego Gorillaz
- Królowa buduarowego soulu powróciła
- Nagano: Przywykliśmy do swoich dziwactw
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Corinne Bailey Rae
"The Sea"
Wyd. EMI 2010
Ocena: 5/6
Mąż Corinne, saksofonista Jason Rae, umarł trzy lata temu po przedawkowaniu leków. Wokalistka przez 18 miesięcy dochodziła do siebie, w końcu nagrała drugi album „The
Sea”. Dziwny, nieuchwytny, fantastyczny, który pokazuje, że Corinne sprzed czterech lat i dzisiejsza to dwie różne osoby. Banałem byłoby twierdzić, że to żałoba natchnęła ją do
tak rozdzierającej muzyki. Ale dla niej „The Sea”, na którym wokalistka schodzi na ścieżkę nowych wyzwań, jest zarazem emocjonalnym wyzwoleniem.
Debiut artystki „Corinne Bailey Rae” z 2006 r. był jednym z najgłośniejszych w ostatnich latach. Reklamowano go do obrzydzenia jako „piękną płytę”, a
krytycy z miejsca przypięli wokalistce łatkę wice-nudziary, drugiej po Norze Jones.
Jednak pierwszy album Rae (podobnie jak debiut Amy Winehouse z tego samego roku) był ważny, bo udowadniał, że brytyjskie wokalistki w niczym nie ustępują Amerykankom. Corinne i Amy wraz z Lily Allen i Duffy dokonały niemożliwego: zawiozły drewno do lasu, czyli soul i pop do USA, stając się sensacją muzyczną roku. Niedawny udany album Alicii Keys nie przerwał dobrej passy artystek w Wysp, na co wskazuje właśnie „The Sea”.
p

























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!