Dziennik.plMuzyka

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 24°C

Twórczy niepokój ballad Massive Attack

2010-02-09 | Ostatnia aktualizacja: 21:34 | Komentarze: 0 | skomentuj
Piąty album Massive Attack w drodze! "Heligoland" już 8 lutego

Piąty album Massive Attack w drodze! "Heligoland" już 8 lutego / Inne

Po siedmiu latach milczenia brytyjska legenda trip-hopu wraca na rynek w wielkim stylu. Massive Attack odzyskuje formę po rozpadzie grupy i ostatnim nieudanym albumie "100th Window" znów jest w grze. Znakomitym "Heligoland" nie proponuje jednak powtórki z odświeżającej rewolucji z lat 90.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Heligoland"
Massive Attack
Wyd. EMI 2010



Nie stara się przewiercić wyświechtanego trip-hopu na wylot ani stworzyć muzyki tła, bezwiednie unoszącej się nad elektronicznymi poszumami, jak to, co wydał z siebie w 2003 r. Owszem, zapowiadające płytę pornograficzne wideo (do "Paradise Circus") powoli buduje nastrój grozy jak z wczesnego Portishead, doprawiony odrealnionym wokalem księżniczki dream popu Hope Sandoval.


Nawróceni na naturę

Ale na "Heligoland" Massive Attack przede wszystkim nawraca się na melodie, głos i naturalne brzmienia. Nie na miarę słynnego "Unfinished Sympathy" z Sharą Nelson czy "Teardrop" z Elizabeth Fraser, jednak zdecydowanie jest to pięknie wyśpiewana, bardzo naturalnie nagrana płyta. Massive Attack wchodzi nią w głąb somnambulicznej, plemiennej gęstwiny dźwięków, w której na plan pierwszy wybija się śpiew zbliżający go znów do znakomitych, mrocznych czasów "Protection" i "Karmacomy".

Na "Heligoland" Daddy G i 3D przyjęli też strategię z okolic największych sukcesów bristolskiego soundsystemu. Lecz nie ma ona nic wspólnego z komercyjnym przetrawianiem pomysłów z wcześniejszych płyt. Przed wejściem do studia Daddy G, jeden z ojców założycieli, który wrócił do składu zespołu, zapowiadał, że przywróci mu też czarną muzykę. I tak się stało: jego powrót sporo zmienił w brzmieniu płyty, która inteligentnie nawiązuje do dubu, reggae i trip-hopu. Mad Professor, w tym samym stopniu co wypełniający całym sobą tę płytę Horace Andy, mógłby chyba czuć dumę z subtelnego przetworzenia korzennej, dusznej rytmiki, jaka wpłynęła na brzmienie pierwszych albumów Massive Attack. A mimo użycia naturalnych instrumentów – fortepianu, gitar, perkusji, analogowo generowanych brzmień – bristolski duet zahacza też o elektronikę, o czym świadczy "Fat of the Blade". Jednak to dzięki słynnym współpracownikom o interesujących głosach "Heligoland" przypomina o najlepszych momentach Massive Attack, których nieprzypadkowo charakterystycznym akcentem byli wokaliści.

Anna Gromnicka
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najczęściej komentowane

«