Czy to koniec epoki gitarowych wirtuozów?
Czterdzieści lat po śmierci Jimi Hendrix wciąż pozostaje numerem jeden wśród gitarzystów. Co stało się zatem z jego dziedzictwem? I gdzie dzisiaj są jego następcy? - zastanawiamy się w "Kulturze".
- Jimi Hendrix zagra wam z Paryża i Ottawy
- Jimi Hendrix będzie nawracał opryszków
- Hendrix z najlepszym riffem wszech czasów
- Shining - objawienie muzyki ekstremalnej
- Posłuchaj nowej piosenki Hendriksa
- Policjantka zaśpiewa Beatlesów i Hendriksa
- Spotkanie na szczycie trzech herosów gitary
- Doliny nieznanych kawałków Hendriksa
- Hendrix pośmiertnie wyda nieznane utwory
- Sposób na muzyczną długowieczność
- Gitary, metal i kobieta, czyli dokumentaliści słuchają rocka
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ostatnie poważne zestawienie najlepszych gitarzystów wszech czasów ogłosił magazyn „Rolling Stone” w 2003 r. Wygrał je obowiązkowo Jimi Hendrix, a kolejne miejsca zajęli tak zasłużeni muzycy jak m.in. Duane Allman, B.B. King, Chuck Berry, Eric Clapton, Jimmy Page i Keith Richards. Mimo to lista wzbudziła ogromne kontrowersje głównie z dwóch powodów. Zabrakło przede wszystkim na niej takich wirtuozów jak Joe Satriani, Steve Vai, Chris Rea, Gary Moore, a nawet Slash i Eddie Van Halen. Za to wśród dwudziestu najważniejszych nazwisk znaleźli się np. John Frusciante (Red Hot Chili Peppers), Jack White (The White Stripes) i Kurt Cobain (Nirvana). Z werdyktem amerykańskich dziennikarzy w wielu przypadkach można się nie zgadzać. Zwraca on jednak uwagę na istotne zjawisko ostatnich dekad, jakim jest przewartościowanie się pojęcia „mistrza gitary”.
Zabić bluesa
Czym zatem zasłużył się dla muzyki Hendrix? Zrewolucjonizował sposób gry na gitarze elektrycznej, która w jego rękach przestała być tylko inną, amplifikowaną wersją akustycznego instrumentu. Dzięki grze na rozkręconym na pełną głośność wzmacniaczu osiągnął zupełnie nowe, przesterowane i jazgotliwe brzmienie swojego Fender Stratocastera, a do tego potrafił wykorzystać w grze przenikliwy dźwięk sprzężenia zwrotnego. Oprócz tego podczas solówek używał również efektu wah-wah oraz kilka innych przetworników zaprojektowanych specjalnie dla niego. Jednocześnie przy tych wszystkich możliwościach nigdy nie popadał w tanie efekciarstwo, jedynie kierował się swobodą improwizacji, a jego kompozycje nie były tylko pretekstem do kolejnych popisów, lecz nawiązywały do bluesowej tradycji B.B. Kinga, Muddy Watersa i Howlin’ Wolfa.
Dzięki temu został również zapamiętany nie tylko jako wspaniały performer, który na scenie podpalała instrument i potrafił wydobywać z niego dźwięki nawet zębami, ale do żelaznego kanonu muzyki rockowej przeszły dzięki niemu takie utwory jak m.in. „All Along the Watchtower”, „Little Wing”, „Voodoo Child”, „Purple Haze”. Inspirowali się nimi już wtedy tacy genialni gitarzyści jak Pete Townshend z The Who, Eric Clapton z Cream oraz Jimmy Page z Led Zeppelin i Tony Iommi z Black Sabbath, którzy potem stali się bezpośrednią inspiracją dla całej fali zespołów hardrockowych i metalowych.
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!