Brown: Blur zaszkodził angielskiej muzyce
Kto jak kto, ale Ian Brown wie najlepiej, że brit pop to chłam. Wie też, jak powinno smakować panini w pobliżu Hyde Parku i dlaczego rząd Wielkiej Brytanii nie radzi sobie z wydawaniem pieniędzy na edukację. Nie, nie naśmiewamy się z ikony angielskiej muzyki - Ian Brown po prostu jest nią w każdym calu.
- Ian Brown już za tydzień w Warszawie
- Rockowy głos sumienia Brytyjczyków
- Dzika natura lidera Motörhead na ekranach
- Hendrix z najlepszym riffem wszech czasów
- Oto 20 najmniej docenionych płyt XXI wieku
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
IAN BROWN w Polsce
16 lutego, Warszawa, klub Palladium, godz. 20:00
Dla polskich fanów może i jest legendą, ale inną niż dla Anglików. My patrzymy na niego jak na głos The Stone Roses, a Londyn i Manchester – jak na jedną z najważniejszych postaci
brytyjskiej alternatywy, która ukształtowała sporą część dzisiejszego krajobrazu rocka z Wysp Brytyjskich. "Jeśli Paul Weller był guru angielskiej muzyki drugiej połowy lat 70., a
Morrissey lat 80., to takim guru ostatniej dekady XX wieku był Ian Brown" - mówi Paweł Kostrzewa, dziennikarz i krytyk muzyczny, sam określający się jako fan Browna.
Ian co prawda zżyma się na nazywanie go ikoną, ale Noel Gallagher, Damon Albarn, Alex Turner, Richard Ashcroft zgodnie przyznają, że wzorowali się na nim. 47-letni Brown wciąż jest ważny na Wyspach, o czym świadczy choćby tytuł Godlike Genius, przyznany mu przez tygodnik „New Musical Express” w 2006 roku, czy nagroda Legend, którą dostał od magazynu „Q” rok później. "Nagrywa płyty, które nie przechodzą niezauważone - mówi Kostrzewa. - Bywają lepsze i gorsze albumy Iana, dziennikarze mogą je zjechać lub wychwalać, ale o nim zawsze się pisze i mówi, bo to jest Ktoś".
Wydana w zeszłym roku jubileuszowa reedycja debiutu Stone Roses potwierdza, że był to najważniejszy zespół angielski ostatniego 20-lecia. Ich wokalista jako pierwszy ogłaszał ze sceny słynnej manchesterskiej Haciendy nadejście nowej ery brytyjskiego hedonizmu lat 90. Umarł taczeryzm, narodzili się Stone Roses, a z nimi cała kultura rave, która dała początek wielu ważnym grupom angielskim. Pięć lat później NME gasił zgliszcza po słynnym zespole, a skłócony z gitarzystą Johnem Squire’em Ian zaszył się w wynajętym mieszkaniu w Warrington, pogodzony z myślą, że już nic nie nagra. "Chciałem hodować róże i wysyłać je w świat, żeby zarobić na życie" - opowiadał w wywiadach.
Do nagrania solowej płyty „Unfinished Monkey Business” (aluzja do rozpadu Roses i jego pseudonimu King Monkey, Małpi Król – oznaczającego antycznego chińskiego bohatera o nadprzyrodzonej sile) namówili go fani. Pierwsza płyta była triumfem, druga udaną kontynuacją, kolejne – powielaniem pomysłów. Ale zeszłoroczna „My Way” to niezłe nawiązanie do początków solowej kariery. "„My Way” to dobry album, który postawiłbym obok jego moich ulubionych płyt - mówi Kostrzewa. - On po prostu pokazał, że faktycznie idzie własną drogą, w której nie ma już miejsca na wspominanie Stone Roses. Jest sam Ian Brown".
Bo „My Way”, muzyczna autobiografia wokalisty, pokazała, że to ktoś więcej niż zadufany w sobie cham, który wdaje się w bójki na koncertach. Na niego czekało miejsce w historii muzyki, które zapełnił, uparcie kultywując własną legendę - mit niezależnego geniusza, który odrzucił intratną propozycję reaktywacji Stone Roses. W czasach gdy co chwila mamy do czynienia z powrotami zgasłych gwiazd, decyzja ta zasługuje na szacunek.
Muzyk wywodzący się z robotniczych slumsów do wszystkiego doszedł talentem i pracą. "Chcieliśmy za wszelką cenę wyrwać się z Manchesteru - wspomina początki Stone Roses. - Dlatego wiem, że nieważne, skąd pochodzisz, tylko gdzie jesteś teraz". I wciąż dzieli świat na pół: na ciężko pracującą biedotę i wyzyskiwaczy, choć tym razem śpiewa o tym, jak łatwo show-biznes wynosi na ołtarze bohaterów z nizin (jak w piosence „Crowning the Poor” z najnowszego albumu). "Wierzę, że biedni idą do nieba" - głosi Ian.













































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!