Tony Allen i Jimi Tenor na jednej płycie
Wiadomość o współpracy Jimiego Tenora i legendarnego twórcy afrobeatu mogła zaskoczyć. Ale zarówno artysta eklektycznego nu jazzu, jak i nestor afrofunku mieli już za sobą przygody z innymi brzmieniami, gdy podjęli decyzję o nagraniu "Inspiration/Information".
- 12 najlepszych płyt ostatnich 12 miesięcy
- Coraz bliżej koncertu króla afrobeatu
- Lady GaGa zdominowała BRIT Awards 2010
- Legenda afrobeatu przyjeżdża do Polski
- Kultowa wytwórnia Warp świętuje 20-lecie
- Podsumowanie roku 2009: muzyka w Polsce
- Tony Allen: Afrobeat to reggae XXI wieku
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Inspiration/Information"
Tony Allen i Jimi Tenor
Wyd. Sonic, 2009
Ocena 5/6
Tony Allen od wielu lat udziela się gościnnie na albumach sław – od Groove Armady, Air, Grace Jones, Manu Dibango, Charlotte Gainsbourg po Damona Albarna, który namówił 70-letniego perkusistę do udziału w The Good The Bad And The Queen. Jimi Tenor, po latach stylistycznego meandrowania i wydaniu naręcza albumów, które miały pobić sukces „Intervision” (1997), wybrał się w podróż na Czarny Ląd: trzy sążniste albumy nagrane z mistrzami afrobeatu, zachodnioafrykańskim trio Kabu Kabu, były wyzwaniem rzuconym światu eklektycznego jazzu i salonowej egzotyki. Zbierające dobre recenzje „Joystone” i nieco bardziej wtórne „4th Dimension” łączyły afrykańskie rytmy z chłodem tanecznych bitów rodem z berlińskiego klubu nocnego, gdzie zresztą były nagrywane.
Funkujący na modłę lat 70., zatopiony po uszy w bebopie, brzmieniowej psychodelii i acid jazzie Tenor wskrzeszał na nich ducha Hendriksa, Issaka Hayesa i Feli Kutiego. Przecież to noszący się na modłę Andy’ego Warhola Fin nadał nowy, dekadencki ton muzyce klubowej, którą zaczęła wielbić artystyczna burżuazja lat 90. Więc jako muzyczny guru yuppie, odreagowujących najchętniej właśnie przy orzeźwiającym fusion retro funku, jazzie i muzyce klubowej, tymi płytami od razu wstrzelił się w oczekiwania swoich fanów.
To nie wina Tenora, że stał się idolem jazz lounge’u. Lecz wreszcie się zrehabilitował. I nigdy jeszcze z tym składem (muzycy Kabu Kabu też biorą udział w sesjach „Information/Inspiration”) nie nagrał płyty dokopującej się do serca czarnych brzmień, jak ta z Allenem. A przecież nie rezygnuje tu ani z karkołomnych, neobopowych popisów, ani ze stylistycznej różnorodności, ani z szerokiej, quasi-filmowej frazy podkreślonej retro falsetem łudząco przypominającym psychodeliczne wokalizy Slya Stone’a („Selfish Gene”, „Darker Side of Night”).

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!