Sullivan: Kryzys przyniósł oczyszczenie
Bawi go recesja i telewizja "Trwam". Wciąż mieszka w rodzinnym, przygnębiającym Bradford. To tam 30 lat temu założył jeden z najważniejszych zespołów nowofalowych New Model Army. Podczas czterech koncertów w Polsce Justin Sullivan będzie promował najnowszą, znakomitą płytę swojego zespołu. Rozmawialiśmy z muzykiem.
- Polacy wolą kryzys przeczekać na Wyspach
- New Model Army startuje w Polsce w sobotę
- McCoy: Brytyjski rock dawno się rozpadł
- Oto największe koncertowe hity 2010 roku
- Suicidal Tendencies pierwszy raz w Polsce
- Sprawdź 30 najlepszych kawałków XXI wieku
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ostatni album New Model Army zaczyna się informacją o krachu gospodarczym w 2008 roku. Podobno ucieszyłeś się, kiedy się o nim dowiedziałeś?
Justin Sullivan: Przyznaję, że dla mnie była to świetna wiadomość. Oczywiście wielu ludzi straciło wtedy pieniądze i pracę, ale świat wreszcie zrozumiał, że bankowcy i finansowe rekiny wypowiadające się w telewizji martwią się i dbają tylko o siebie. Przyznają sobie gigantyczne premie, zaciągają długi... Kiedyś to musiało się skończyć. Po hossie, którą mieliśmy przez 20 lat, musiała przyjść bessa. To prawo kapitalizmu. Tylko bankowcom wydawało się, że zawsze może być pięknie, a kiedyś przecież musi przyjść jesień. Zresztą po niej znowu będzie lepiej, wszystko obudzi się na nowo. Kiedy jednak po krachu ktoś powiedziałby, że po półtora roku banki będą działały dokładnie tak samo, nie zdziwiłoby mnie to. Ważne, że teraz, kiedy widzimy tych zadowolonych bankowców mówiących o gospodarce, wiemy, że kłamią. Więc tak naprawdę nie są tacy mądrzy.
Czyli tytuł płyty „Today Is a Good Day” określa dzień krachu gospodarczego?
W pewnym sensie tak. Kryzys był świetny, żeby pisać, i jesień zresztą też. Im mroczniej jest dookoła, tym łatwiej mi się tworzy. Dla płyty bardzo ważna była jeszcze inna data. Większość piosenek napisałem po krachu, w październiku 2008. W studio skończyliśmy wstępne przygotowanie materiału. Wtedy zmarł wieloletni przyjaciel NMA i producent płyty Tommy Tee, a album nabrał nieco innego kształtu. Jego siostra powiedziała nam na pogrzebie, że musimy nagrać najlepszą płytę, na jaką nas stać, dla Tommy’ego. Uważam, że sprostaliśmy zadaniu, to najlepszy album NMA od początku lat 90. Śmierć Tommy’ego scaliła zespół, wreszcie wiedzieliśmy, czego chcemy. Była dla nas swego rodzaju katharsis. Muszę przyznać, że gdyby nie krach i śmierć Tommy’ego, płyta nie byłaby taka dobra. Są też jednak na „Today Is a Good Day” piosenki niezwiązane z tymi wydarzeniami. „Arm Yourselves and Run” na przykład została napisana tuż po rozpoczęciu wojny na Bałkanach. Miesiąc wcześniej graliśmy w Belgradzie koncert. Piosenka przeleżała kilka lat, zanim uznaliśmy, że jest na nią dobry moment, że pasuje na „Today Is a Good Day”. Ważne też jest dla nas to, że nagraliśmy płytę na żywo. Wspólnie stanęliśmy z instrumentami w studio i zarejestrowaliśmy materiał. Bez żadnych elektronicznych dodatków. NMA brzmi na żywo tak jak na płycie.
Skoro łatwiej wam się tworzy w kryzysie, NMA nie miałoby racji bytu w raju?
Na pewno nie. Nie jesteśmy popowym zespołem, który chce na scenie uszczęśliwić siebie i innych. Nie jesteśmy Armią Zbawienia, śpiewamy przecież o ciemnej stronie życia. Zresztą uważam, że dobra sztuka nie mogłaby powstawać w raju. Jeżeli jesteś szczęśliwy i wszystko idzie po twojej myśli, nie masz potrzeby tworzyć.
Jest kryzys, ale na przykład w Polsce od kilkunastu miesięcy mamy niespotykany boom na koncerty. Większość z nich zostaje wyprzedanych kilka miesięcy wcześniej.
Wcale mnie to nie dziwi. Ludzie potrzebują więcej muzyki, a szczególnie potrzebują jej w ciężkich czasach. To jedyne dla wielu, co ma sens. Chcą usłyszeć prawdę, a wiedzą, że nie usłyszą jej w telewizji, tylko ze sceny.












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!