Kyst, Wołyniec i Niwea - diamenty alternatywy
Malkontentom, którzy narzekają, że krajowi wykonawcy muzyki spod znaku indie drepczą w miejscu, polecamy płyty nagrane przez zespoły Kyst i Niwea oraz wokalistę Bartłomieja Wołyńca.
- O.S.T.R. z wyjątkowym gościem w Poznaniu
- Sprawdź, co gra Paprika Korps
- "Zainspirował mnie papież"
- Gratka dla fanów: sto koncertów Linkin Park
- Gwiazdy bluesa na jubileuszowej Rawie Blues
- Znakomity kontrabasista w Filharmonii Kaliskiej
- Festiwal Chopin Open w czerwcu w Warszawie
- Paco de Lucia, Mariza i Gotan Project w Szczecinie
- Ozzy Osbourne chce filmu o sobie
- Chińska fabryka wirtuozów
- Rysunkowy hip-hop ze Snoop Doggiem
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W przypadku dwóch pierwszych wykonawców już EP-ki wróżyły dobrze. Nagrana dwa lata temu "Tar" Kysta ujawniała niebanalny pomysł na brzmienie. 18-letni Bartek Wołyniec ze Szczecinka przez pewien czas współpracował z trójmiejską wytwórnią Nasiono Records, która w zeszłym roku wydała jego EP-kę "Hypochondriac Queen", już wówczas wskazującą na dobre muzyczne fascynacje młodego wokalisty i muzyka (jego falset brzmi jak głos Jeffa Buckleya).
Kilka lat poszukiwań, pomoc doświadczonych muzyków (w przypadku Kysta takich jak: Maciej Cieślak, Macio Moretti i Tomek Ziętek), i talenty procentują.
Z ziemi norweskiej do Polski
Kyst to projekt 20-letniego sopockiego multiinstrumentalisty Tobiasza Bilińskiego, powstały w 2007 r. w Norwegii. Udzielali się w nim wówczas także Jens Kaupang i Pavel Dahle. Wówczas powstała "Tar", a po powrocie Tobiasza do Sopotu do zespołu dołączyli Adam Byczkowski, Marcin Turzyński i Jacek Rezner.
Debiutancki album "Cotton Touch" wydali własnym sumptem, tworząc wcześniej label Gingerbread Records. To płyta na wskroś osobna, mimo że niewolna od inspiracji dokonaniami grup indierockowych i miejskim folkiem zza oceanu. Prócz tego, że wypełnia ją muzyka z wyższej alternatywnej półki, świetnie zagrana i zaśpiewana, to "Cotton Touch" imponuje artystycznym wyważeniem. Folkowe gitary, wiolonczela, fortepian, harmonijka, dzwonki i śpiew – ale rozpięte na onirycznych kompozycjach w dość nieprzewidywalnej konfiguracji. Melodia przechodzi w nostalgiczny dwugłos, gitarowy klangor zamiera w kulminacji, by przerodzić się w fortepianowo-wiolonczelowy motyw ("Climb Over").
"Cotton Touch" nagrali muzykalni ludzie, którzy mają pojęcie o tym, jak rozłożyć akcenty między ciszą a dźwiękiem, napięciem a luzem w utworze. Album ten jest jednym z najlepszych, jakie powstały ostatnio w Polsce. To bardzo mocny debiut, od którego Kystowi trudno będzie się odbić.
>>> Czytaj dalej


























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!