Solowa płyta Muńka to wielkie podsumowanie
Ukazała się solowa płyta Muńka Staszczyka. „Muniek” to udane podsumowanie kariery lidera grupy T.Love. Weterani polskiej sceny wolą nagrywać nikomu niewadzące albumy solo, niż mierzyć się z młodszymi artystami. Muniek sam się broni.
- "Zainspirował mnie papież"
- Jackson bije rekordy po śmierci
- Kyst, Wołyniec i Niwea - diamenty alternatywy
- Ozzy Osbourne chce filmu o sobie
- Zobacz Cypress Hill z muzykiem System of a Down
- Slash nagrywa z Fergie, bo jest "gorąca"
- TSA, Coma i Lao Che zagrają w Jarocinie
- Aga Zaryan nie tylko dla fanów jazzu
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na płycie zatytułowanej "Muniek", przygotowanej we współpracy z Janem Benedkiem, nie ma rewolucji. Zygmunt Staszczyk pozostaje wierny sobie, choć szkoda, że prezentuje wciąż tak konserwatywne oblicze. Ale w tym jego urok. I jest to ostatnio chyba jedyny taki przypadek: polski wykonawca nagrywa płytę bezpieczną, ale nie idzie na układy z mainstreamem i nie obniża lotów.
Gdy zapowiadał wydanie solowej płyty, zarzekał się, że nie ma mowy o przejściu na drugą stronę mocy, czyli pisaniu modnych, tanecznych numerów, które miałyby przyciągnąć młodszych fanów.
Hiciory nie dla wszystkich
"Muniek" pokazuje, że mu się udało, a w dodatku i sentymentalne teksty, i muzyka wzmocniona elementami zawadiackiej ballady i folk-popowego country brzmią wiarygodnie. Co nie znaczy, że solowa płyta Muńka może się spodobać wszystkim, lecz o to chyba chodziło Muńkowi.
I od początku, od hiciorskiej, rock’n’rollowej "Tiny", przypominającej o początkach T.Love, przez waitsowski, hultajski song "Ring Dong" po nieoczekiwanego "Świętego" z wzruszającą melodią – Muniek trzyma się wiernie samego siebie sprzed lat, a jednocześnie umie nie przekroczyć wąskiej bariery kiczu.
Owszem, takie numery, jak autoironiczny, do szpiku rockowy "Stary Boy" czy zaśpiewana z Anną Marią Jopek ballada "Dzieje grzechu" to przeboje dla fanów, którzy z niejednego pieca chleb jedli i najczęściej wszystko smakuje im tak samo.
Ale jeśli Muniek umiejętnie balansuje między przeszłością (blues-rockowe "Hot Hot Hot" czy utrzymane w stylu ska "Njutella Marcella" z udziałem Kory) a autocytatami – dlaczego potępiać jego muzyczne wybory? To żadna rewolucja, jednak Staszczyk śpiewa i gra w stylu, który fajnie podsumowuje to, co w polskiej muzyce kiedyś było ważne. Podobnie jest z tekstami: w "Świętym" Muniek śpiewa: "ja stoję w klasie sam, chłopaki jednak płaczą" – to wymowne podsumowanie kilkudziesięciu lat kariery, choć szkoda, że nieugięty muzyk stracił ochotę do zrobienia czegoś odświeżającego.
Jego kolegom po fachu, Januszowi Panasewiczowi, Janowi Borysewiczowi i Maciejowi Maleńczukowi, którzy także niedawno wydali albumy solo, niestety nie udało się nawet utrzymać jego poziomu.
Czytaj dalej >>>

























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!