ANNA GROMNICKA: Ważnym momentem dla No!No!No! był wspólny występ na gali Fryderyków, gdzie zagraliście cover Edwyna Collinsa "A Girl Like You". Potem postanowiliście nagrać płytę?

PRZEMEK MYSZOR*: Przyjaźnimy się od dawna i często rozmawialiśmy o tym, że fajnie by było razem coś nagrać. No i z tego gadania nic nie wynikało, aż trafiły się Fryderyki. Mieliśmy okazję sprawdzić, czy nadajemy na jednych falach, czy umiemy ze sobą współpracować i czy ma to sens. A ponieważ występ nam się udał, to te plany współpracy zawieszone gdzieś w próżni mocno się do nas zbliżyły. Na dodatek nałożył się na to roczny urlop Myslovitz.

Dlaczego album ukazuje się dopiero teraz?

Chcieliśmy wszystko dopiąć na ostatni guzik. Dużo pracy i niebanalnych pomysłów – od projektu graficznego aż po wywiady w formie komiksów. Nie mamy presji na sukces, chcemy być zadowoleni z tego, co zrobiliśmy, i stąd te przesunięcia.

Jak osiągnęliście spójne brzmienie, skoro na co dzień zajmują was inne projekty?

Mimo że staraliśmy się odessać z przyzwyczajeń, z typowych dla nas zagrywek, melodyjek, delayów, to płyta jest wypadkową tego, co każdy z nas robił do tej pory. Marcin Bors miał pomagać w filtrowaniu tych tropów i świetnie to zrobił. Od wejścia do studia obowiązywała jedna zasada: wszystko inaczej. Odbijamy się od tego, co przygotowaliśmy na demo, i z tego poziomu startujemy jeszcze wyżej. Bez sentymentów. Każdemu z nas zdarzało się zaciskać zęby, gdy leciały do śmieci jakieś nasze ulubione fragmenty. Jednocześnie od początku mieliśmy niesamowitą zabawę, robiąc to wszystko niejako od nowa, zwiększając dystans do tego, co osiągnęliśmy. Każdy pomysł, nawet najbardziej wariacki, wchodził. Granie na rowerze? Proszę bardzo. Darcie gazet? Czemu nie? Dźwięki pocierania świeżo ostrzyżonej głowy Marcina? Naturalnie. Po prostu szaleństwo. Jednocześnie udało nam się zrobić z tego spójną estetycznie propozycję.

Frapująca, prócz zagęszczonego elektroniką tła, jest sekcja rytmiczna i melodycznie traktowane fortepian i gitara.

O, dziękuję. Może dlatego, że perkusję nagrywaliśmy na końcu, przypadkiem zresztą. Nawalił nam perkusista, mieliśmy studio, a nie było całego zespołu. Postanowiliśmy więc nagrywać bez bębnów i dograć je na końcu. W związku z tym wiele partii instrumentalnych podświadomie było bardziej rytmicznych. Suma tych wszystkich rzeczy była już na tyle konkretna rytmicznie, że perkusja stawała się już tylko dodatkiem. Ot, tu werbelek, tam talerzyk i stopa. Nakręcaliśmy się sami, a inspirowali nas Beatlesi – tak przynajmniej twierdził Bors (producent).

Skupiliście się nie tylko na brzmieniu, ale też na przekazie – teksty są świetne.

My z Wojtkiem zawsze mocno się skupiamy na przekazie. Tu się nie wykazujemy taką elastycznością czy poczuciem humoru. Wszystkie teksty na tej płycie są dla nas ważne. Zastosowaliśmy patent, który kiedyś dość dobrze funkcjonował w Myslovitz. Pisaliśmy w jakimś sensie wspólnie. Wymienialiśmy się tematami, spostrzeżeniami, poprawialiśmy sobie teksty i podrzucaliśmy metafory.

No!No!No! wkracza na rynek w dziwnym momencie: reedycja debiutu Myslovitz, przygotowania do nowej płyty, koncerty. Jak to godzicie?

Sądzę, że się uda. Myslovitz jest bardziej wybredne niż kiedyś i mniej gra. Wstrzelimy się bez problemu. A zaręczam, że No!No!No! będzie grać koncerty jak każdy zespół, bo też jest po prostu normalnym, żywym bandem. Wspierają nas Michał Mioduszewski i Damian Pielka, którzy na co dzień grają w zespole Lecha Janerki. Nie sądziłem, że poza Myslovitz znajdę muzyków, z którymi z zaskoczenia będę mógł grać psychodeliczne ogony do naszych piosenek.

Nie uciekacie od melodii. Czy pop jest wyzwaniem dla ambitnego muzyka?

Nie uciekamy od melodii, bo bez tego nie ma muzyki. A czy to jest pop? To eklektyczna propozycja i znajdziesz tu zarówno łatwiejsze, jak i trudniejsze momenty. W popie nie ma nic złego. Tylko brak ambicji. Pop nie musi być miałki i dupowaty. Posłuchaj Abby czy Pet Shop Boys. Przecież to ikony popu. Ale czy zwróciliście uwagę, o czym oni śpiewają? Jakie czasem zadają pytania? Dla nas nie jest ważne, jak nas zaszufladkujecie, tylko czy słuchanie naszych piosenek da wam coś. Chcielibyśmy, żeby słuchacz mógł się w tym na swój sposób odnaleźć.

>>> Przeczytaj recenzję debitanckiego krążka No!No!No! na kolejnej stronie


Songi o miłości z krwistym rockiem

Między Myslovitz a Makowieckim jest chemia. Album miał ukazać się w zeszłym roku, dostajemy go teraz. No!No!No! będzie jednym z ciekawszych wydarzeń 2010. Jeśli macie wątpliwości po rozpoczynających płytę "PJ" i "Polska Szkoła Dokumentu", to "Zabrakło prostych słów" i "Wyjątek od rozsądku" je rozwieją. Tomek Makowiecki, Przemek Myszor i Wojtek Powaga starali się odejść od skojarzeń z Myslovitz. I nawet jeśli gitary pobrzmiewają jak na "Skalarach..." mysłowickiego zespołu, to No!No!No! jest projektem oryginalnym.

Nowofalowe inspiracje (Janerka, Ciechowski) łączą się z pełnokrwistym rockowym graniem, a nawet postrockowymi i psychodelicznymi wycieczkami, które zaskakująco kończą się w wyższych rejestrach sennego popu. Dobry pop i ładne melodie to coś, czego muzycy się nie wstydzą, i słusznie. Wyjątkiem jest singlowy "Doskonały pomysł!", który nie oddaje klimatu tej wyjątkowej płyty. Głos Makowieckiego w połączeniu z ulotnymi fortepianowymi akordami "PJ" jest dojrzały i smutny. Pisania i śpiewania tekstów o miłości moglłaby się od nich uczyć większość polskich muzyków.

Utworów z płyty No!No!No! można posłuchać na profilu grupy w serwisie MySpace

*Przemek Myszor, gitarzysta i klawiszowiec Myslovitz, współtwórca grupy No!No!No!