Fisz i Emade: Celowo nagraliśmy brudną płytę
Fisz i Emade nie lubią się powtarzać. Ich nowa płyta to kolejna wolta – tym razem w stronę klasycznego punku. „Kulturze” bracia opowiadają o pożeraniu autobusów i klątwie polskiego hip-hopu.
- Lady Gaga jest idealnym produktem XXI wieku
- The National - melodie rzewne, ale przepiękne
- Cypress Hill wraca na Open'er Festival
- Wainwright prosi, by nie klaskać na koncercie
- Kup bilet na Lady GaGę w przedsprzedaży
- Jean Michel Jarre trzy razy w Polsce
- Rootwater zawieszone przez chorobę wokalisty
- Korn wraca do Polski i zagra na Metal Hammer
- Kup akcje, a rachunki potanieją
- Kora, Grabaż, Brylewski i Hołdys gośćmi T.Love
- L.U.C publicysta, czy poeta?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Nagraliście płytę inną niż wszystko, co do tej pory zrobiliście – nie hiphopową, ani nawet nie po prostu gitarową – jak to, co ostatnio powstawało pod szyldem Tworzywo Sztuczne. „Kim Nowak” to rzecz mocno punkowa. Skąd pomysł na taką muzykę?
Emade: To było nasze marzenie od dawna: nagrać album punkowy. „Kim Nowak” to powrót do lat młodości. Bo my się wychowaliśmy na takiej muzyce. Najpierw była fascynacja heavy metalem, potem przechodziliśmy etap hardcore’u – głównie były to płyty artystów związanych z amerykańską sceną z lat 80., jak np. słynne Bad Brains czy Untouchables. Były to naprawdę mocne rzeczy i nigdy taka muzyka nie była nam obca, nawet w czasie, gdy byliśmy bardzo zaangażowani w polski hip-hop. Wciąż gdzieś te dźwięki tkwiły nam z tyłu głowy. A poza tym, jak dla mnie, hardcore punk jest bliski hip-hopowi. I tu, i tam chodzi o przekaz: mocny, brudny, a przez to zupełnie naturalny. W obu tych stylistykach nie ma mowy o jakichś uśmieszkach do publiczności, o ekstremalnych zabiegach, jakim poddawana jest muzyka w studiu, czy o podlizywaniu się słuchaczowi. Moim zdaniem bardzo wiele łączy hip-hop z garażowym graniem, które teraz uprawiamy, przynajmniej ja tak to czuję.
Fisz: Zawsze gdy występowaliśmy jako Fisz Emade Tworzywo, muzycznie mieszaliśmy różne dźwięki. Obecność ludzi na koncertach wyzwala pewien rodzaj emocji, energii. Teraz jest podobnie, „Kim Nowak” to po prostu kolejny bardzo naturalny zwrot wynikający z naszych zainteresowań.
Podkreślacie, że ten album różni się od innych garażową produkcją. Celowo pozostawiliście wszystkie brudy powstałe podczas nagrywania. Ale „Kim Nowak” to przede wszystkim zupełnie inna ekspresja, spod znaku „wściekłość i wrzask”: jest łomot perkusji, są jęczące gitary, Fisz nie oszczędza gardła…
Fisz: Tak, bo to ekspresja-agresja. Mówisz: łomot perkusji, wrzask. Coś w tym jest ze sprzeciwu, ale czysto estetycznego. Sprzeciwiamy się temu, co się nam serwuje w mediach, w telewizji. Myślę, że ta mocna, przesterowana muzyka jest odpowiedzią na ugrzecznione, pozostawiające obojętnym dźwięki, które brzęczą wszędzie wokół i rządzą w oficjalnym nurcie.
Buntujecie się?
Fisz: Jeśli trzeba to nazwać buntem – to tak, buntujemy się. Ale tak naprawdę, to miło jest sobie pocharkotać.
Wasza poprzednia płyta, „Heavi metal” (2008) też jest oglądaniem się wstecz. Tam wzdychacie do pierwotnego hip-hopu. Teraz wyrażacie tęsknotę za nieokrzesanym hardcore’em i punkiem z lat 80. „Heavi metal” zresztą też pod względem produkcyjnym przypomina albumy nagrywane 20 kilka lat temu. Starzejecie się, że tak zaczynacie oglądać się wstecz?
Emade: Czy się starzejemy, to pytanie chyba raczej do Bartka. Ja mam dopiero 28 lat (śmiech). Ale pominąwszy fakt, że nie jesteśmy szczególnie sentymentalni, to rzeczywiście obydwie płyty wynikły z naszych tęsknot za czasami, które były dawno temu i za muzyką, która nas ukształtowała. Dziś słuchamy oczywiście bardzo różnej muzyki, ale przede wszystkim cenimy właśnie płyty zespołów, do których brzmienia odwołujemy się na „Kim Nowak”.
Fisz: Myślę, że nie bez znaczenia jest fakt, że muzycznie jesteśmy pokoleniem lat 90. wyrosłym na MTV, w którym jeszcze wtedy można było oglądać takie programy jak „Yo MTV raps”, ale też „120 minut” czy zobaczyć teledyski Sonic Youth i takich grup jak Primus. Dziś tego nie ma, więc w tej próżni w naturalny sposób powstaje muzyka inspirowana tego typu zespołami.
Na świecie od kilku lat obserwuje się wielki powrót do punkowo-garażowego grania. Sukces ostatnich płyt Them Crooked Vultures czy Queens Of The Stone Age wskazuje, że nie jest to przemijający trend. Tymczasem w Polsce dopiero widać nieśmiałe próby odwrotu w stronę pierwotnego punk rocka czy zimnej fali.Wtym roku tak zrealizowane zostały płyty Lao Che i No No No. Sądzicie, że takie surowe granie się u nas przyjmie?
Fisz: Czy się przyjmie – nie wiem. Ale dobrze by było, bo w Polsce na razie w głównym nurcie obserwuję dwie szkoły. Jedna z nich bazuje na metodzie skrajnego wygładzania i wypieszczania i płyt, i nagrywających je artystów. Dodaje się chórki, podrasowuje brzmienie, tuninguje głosy wokalistek – wszystko brzmi bardzo przyjemnie, pięknie i sterylnie. Z drugiej strony obowiązuje wciąż chyba moda na lata 80., na muzykę taką dość plastikową, egzaltowaną i zmanierowaną.
Mówisz o muzyce dyskotekowej?
Fisz: Tak, ale takiej, która przenika do muzyki rockowej czy popowej. Z tego, co pamiętam, jedynym zespołem, który w Polsce konsekwentnie charkotał, była Ścianka. Mam optymistyczne podejście: jak piosenki zaczynają bardziej przypominać takie „dzyń dzyń” – dzwonki do komórek – to w ludziach zaczyna się gotować i sami zaczynają chodzić na koncerty, wymieniają się płytami.
Myślisz, że mają dość papki?
Fisz: Po prostu widzę, że ludzie, którzy licznie przychodzą na koncerty, są spragnieni innych brzmień niż te, które im się wciska w mediach jako przerywniki między reklamami. Jeśli mówimy o naszych inspiracjach, to przypomnę, jak podczas festiwali objazdowych Lollapalooza, których pomysłodawcą jest Perry Farrel, grał np. raper Ice Cube, przed nim metalowe Ministry, i to się świetnie łączyło. W muzyce amerykańskiej takie zespoły jak The Black Keys czy The White Stripes są bardzo cenione, a ich płyt wyczekuje się z niecierpliwością.
Prawdziwy rock and roll nie jest u nas w modzie?
Fisz: Nie wiem, ale sam rock and roll to muzyka stara jak świat. My też powtarzamy te riffy, które były np. na płytach bluesmana Bo Diddleya, pojawiały się już pod koniec lat 50. i 60. Nie staramy się w przypadku tego projektu eksperymentować, odkrywać. Chcemy grać prosto, ale nie prostacko. Takie granie z wykopem, z czadem to kolejna rzecz, która moim zdaniem łączy muzycznie ze sobą lata 90. i 60.

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!