Dziwne to wystąpienie. Choć na całym świecie mówi się, że to Murray mógł spowodować śmierć Michaela Jacksona, podając mu śmiertelną dawkę silnego leku, lekarz gwiazdora nie próbuje się tłumaczyć. Swoje minutowe przemówienie zaczyna od... podziękowań – wszystkim tym, którzy drogą e-mailową i telefoniczną udzielali mu wsparcia.

"Nagrałem to wideo, aby powiedzieć, że przez cały czas otrzymuję wasze wiadomości. One dają mi siłę i odwagę, by się nie poddawać" – powiedział. Sprawę śmierci Króla Popu Murray kwituje krótko: "Powiedziałem prawdę i wierzę, że prawda zwycięży".

Jak dotąd oficjalnie nikt nie postawił Murrayowi zarzutów, policja przeszukała już jednak jego gabinet w Houston i mieszkanie w Los Angeles.

To właśnie Murray był przy Jacksonie, gdy Król Popu stracił przytomność. Lekarz próbował go reanimować, bez skutku. Zaprzeczał, by podawał mu wcześniej jakieś leki.

p