Przeciętny krążek Redmana
Trudno uwierzyć, że od wypuszczenia poprzedniego albumu Redmana upłynęło aż sześć lat. Obecny na scenie hiphopowej od początku lat 90. bezczelny raper z New Jersey zrobił sobie przerwę od oficjalnych wydawnictw, by powrócić z takim samym zapałem, jaki wykazywał od zawsze. I tak samo jak dotychczas nie uniknął błędów.
Album - jak każdy poprzedni - jest przeładowany materiałem, stąd obok rewelacyjnych utworów zdarzają się numery wręcz złe, jak choćby "Merry Jane", gdzie towarzyszą raperowi wykonawcy z Kalifornii - Snoop Dogg i Nate Dogg. A w przypadku tej płyty zwrotki większości przyjaciół Redmana - skupionych wokół labela Gilla House - są sporym minusem.
Pod względem muzycznym również jest nierówno. Raper sięgnął tym razem po szerszy zestaw producentów, stąd możemy sprawdzić formę Timbalanda (dobrą) czy Scotta Storcha (niezbyt wysoką). Miało być fajnie, wyszło jak zawsze. "Red Gone Wild" to dokładnie taki album, jakiego można było w tym (i każdym innym) momencie od Redmana oczekiwać.
Redman "Red Gone Wild: Thee Album" (Def Jam)
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!