Dziennik Gazeta Prawana logo

Czwarta, solowa, całkiem niczego sobie

13 października 2007, 15:16
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Czwarta w karierze Kasi Nosowskiej solowa płyta, w dodatku taka, która pojawia się po siedmioletniej przerwie - ostatni album "Sushi" datowany jest na 2000 r. - to na rodzimej scenie muzycznej wydarzenie, którego absolutnie nie wolno przeoczyć. Zwłaszcza że na tle dokonań innych polskich wokalistek to, co robi Nosowska, wypada niezwykle świeżo, inspirująco, a przy tym dojrzale.

"UniSexBlues" nie jest kolejnym zbiorem dziewczęcych popiskiwań o miłości. Nosowska zdołała rozwinąć własną, rozpoznawalną poetykę, a sprawy, które porusza w swoich utworach, zdecydowanie wyrastają ponad panieńskie refleksje w rodzaju "tego chciałam". Wiara, śmierć, rozważania na temat natury świata - Nosowska to rzadki w naszym kraju głos silnej kobiety, która dzieli się z odbiorcą swoimi przemyśleniami. W dodatku czyni to w formie nowoczesnej i atrakcyjnej muzycznie.

Przez lata pułap muzycznych możliwości Nosowskiej wyznaczał Piotr Banach, przy kolejnych solowych projektach nawiązała kontakt ze Smolikiem. Tym razem nad muzyczną stroną albumu czuwał Marcin Macuk, wrocławski producent, znany między innymi ze współpracy z zespołem Pogodno.

"UniSexBlues" charakteryzuje się podobną, co dokonania szczecińskich szaleńców, lekkością i odwagą mieszania rozmaitych muzycznych inspiracji, a Budyń z Pogodna wsparł nawet tę produkcję osobiście, pisząc jeden z tekstów ("Kasitet romans"). Rozpiętość muzycznych tropów jest tu ogromna: od rockowych korzeni, po zabawy elektroniką, a od cytatów, odniesień i zapożyczeń aż się roi. Płyta Nosowskiej wpisuje się też w indie-rockową falę, otwierająca album "Era retuszera" spokojnie mogłaby się znaleźć w repertuarze jakiegoś gitarowego zespołu.

Ale wokalistka Hey nie musi podpinać się pod żadne aktualne trendy, by zaistnieć. Od lat jest bowiem jedną z największych osobowości polskiej sceny. Osobowość ta przebija przez wszystkie, choćby najbardziej odmienne przedsięwzięcia wokalistki. Dlatego też nie wydaje się porównaniem na wyrost nazwanie Nosowskiej polskim odpowiednikiem PJ Harvey - zresztą śpiewana po angielsku tytułowa piosenka mocno kojarzy się z dokonaniami tej artystki.

"UniSexBlues" nie jest płytą do szybkiej konsumpcji i jeszcze szybszego strawienia, choć niewątpliwie gwarantuje ciekawe doznania wszystkim, którzy po prostu kochają muzykę i są gotowi na totalne pomieszanie jej gatunków, odcieni i smaków.

Nosowska "UniSexBlues", QL Music

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj