Muzyczne działy polskich księgarń dalekie są od pękania w szwach, ale ostatnio otrzymaliśmy pokaźną porcję apetycznie obszernych biografii. Ich poziom jest równie zróżnicowany jak wachlarz muzycznych stylów okładkowych bohaterów. Dla szczerej przestrogi i dla gorącej rekomendacji - oto ranking muzycznych nowości przetestowanych podczas urlopu.

Genesis. W krainie muzycznych olbrzymów
Łukasz Hernik
In Rock

Rzecz wydana tuż przed pierwszym polskim koncertem słynnej brytyjskiej grupy i zarazem w 40. rocznicę jej powstania. Trudno się dziwić, że tom przybrał doskonały wręcz kształt cegły. Równa setka z 542 stron przypada na informacje o dyskografii zespołu i jego członków: od Petera Gabriela i Phila Collinsa po mniej pamiętanego, acz najpłodniejszego Anthony’ego Phillipsa. Rozmach godny suit, które wypełniały albumy Genesis w początku lat 70. Niestety, olbrzym okazuje się kolosem na glinianych nogach. Autorem kierował szlachetny zapał fana, ale spłodził kuriozum. Dostajemy niekończące się relacje z prób, koncertów, zmian składów, słynnych i całkiem zapomnianych sesji nagraniowych, ale nie dowiadujemy się prawie niczego o życiu i emocjach artystów. Grają, komponują, nagrywają. I nic więcej. Czyżby?

Björk
Lesław Haliński
In Rock

Kolejna pozycja, która ukazała się tuż przed polskim koncertem jej bohaterki. Drugie, uaktualnione wydanie biografii Björk to dobra dziennikarska robota. Również od strony graficznej, pełnej słynnych i rarytasowych zdjęć, wydawnictwo przypomina rozbudowany do 200 stron monograficzny artykuł. Nieźle, ale od książki można oczekiwać czegoś więcej. Choćby bardziej refleksyjnej i dociekliwej analizy, zderzenia różnych punktów widzenia. Tego tu brakuje. Atutem jest kopalnia wypowiedzi artystki. Björk, jak wiadomo, jest spontaniczna i bezpretensjonalna, a przy tym jakby od niechcenia diabelnie inteligentna i przenikliwa. Potrafi zirytować, ale też działa odświeżająco. "Popadanie w skrajności to najczystsza przyjemność, jaką daje życie" - twierdzi, a swą słynną filmową współpracę z Larsem von Trierem na planie "Tańcząc w ciemnościach" wspomina jak konflikt, w którym on był jak Napoleon, a ona jak Pippi. Pamiętacie Pippi, tę łobuzerską dziewczynkę z rudymi warkoczykami z książek Astrid Lindgren? To cała Björk.

Catch A Fire. Życie Boba Marleya
Timothy White
Axis Mundi

Monumentalna biografia króla reggae i pierwszej gwiazdy z Trzeciego Świata, która przebiła się do ekstraklasy pop, jest dziełkiem kontrowersyjnym, ale wartym rekomendacji. Przecież to pierwsze na polskim rynku wprowadzenie do jamajskiej muzyki, która od blisko 40 lat nie przestaje wywierać wpływu na światowe granie. Prowadząc nas przez tropikalne chaszcze okalające wieś, gdzie urodził się Bob, i groźne zaułki slumsów Kingston, gdzie zaczął śpiewać, autor sugestywnie wprowadza czytelników w atmosferę wyspy. Sypie pysznymi anegdotami i przypomina historyczny kontekst. Zaraz potem kompromituje się zbyt daleko idącą naiwnością w opisie religii rasta i jej bohatera Hajle Selasie. Choć poznajemy tu burzliwą historię jamajskiej muzyki, to jej oceny w wydaniu White’a są mocno kontrowersyjne. Nade wszystko jednak jest w tej książce smak pasji i desperacji, które napędzały życie Boba. To właśnie przeważa wydźwięk całości na plus.

Sinatra. Miłość. Muzyka. Mafia
Anthony Summers i Robbyn Swan
Twój Styl

Dla amerykańskiej kultury Sinatra jest ikoną nie mniejszą niż Myszka Miki czy Elvis. Ale ten pierwszy amant swingowego szyku, przyjaciel prezydentów i kochanek gwiazd kina miał w swym życiu wiele brudnych tajemnic. Autorzy najnowszej biografii Franka, która światową premierę miała dwa lata temu, za punkt honoru postawili sobie wyjaśnienie legendarnych powiązań śpiewaka z mafią. Przekopali się przez - a jakże - tajne teczki i taśmy z podsłuchów FBI. Dość zdradzić, że nie przypadkiem Sinatra posłużył za pierwowzór Johnny’ego Fontane, piosenkarza i człowieka mafii z "Ojca chrzestnego". Przyjaciel Franka zwierzył się autorom, że poznał go jako skrzyżowanie "najbardziej wspaniałomyślnego człowieka na ziemi z kompletnym gnojem". Czytelnik z czasem nabiera podobnego wrażenia, co tylko dodaje rumieńców lekturze, która z epickim rozmachem miesza smaczki romansu i thrillera.

Billie Holiday. Biografia
Julia Blackburn
W.A.B.

Co druga z debiutujących dziś jazzowych wokalistek przekonuje, że jest kolejną Billie, czym budzą tylko śmiech lub irytację. Bo ta magnetyzująca siła najprostszych wersów w interpretacji Holiday nie była kwestią techniki, ale doświadczenia. A takich razów, jakie odebrała w swym krótkim, tragicznym życiu czarna śpiewaczka nie życzylibyśmy najgorszemu wrogowi. Rozbita rodzina, rasistowskie poniżenia, nieudane małżeństwa, narkotykowe i alkoholowe nałogi. Jak o tym pisać, by nie popaść w ckliwy banał i tanią sensację? Julia Blackburn otrzymała archiwa poprzedniej biografki Holiday, która zebrała wywiady z ludźmi znającymi Billie, po czym... popełniła samobójstwo. Nie mogąc sobie poradzić z chaosem bezcennych notatek, złożyła tę książkę z serii rozmów z postaciami z półświatka, w jakim lokował się czarny jazz lat 30. i 40. Opowieści emerytowanych muzyków i stręczycieli, narkotykowych dilerów oraz policjantów bywają rozedrgane i wulgarne, ale to właśnie idealnie pasuje do delirycznego nurtu życia Holiday. A przy tym otrzymujemy barwny obraz życia Harlemu z najlepszych lat jazzu. Powstała rzecz skrajnie odległa od uporządkowanej kroniki, ale za to przywołująca pełnokrwiste strzępki życia, przejmująca i zapadająca w pamięć, jak mało która z klasycznie zbudowanych biografii.