"The Constant" jej projektu I Bla-me Coco to bardzo dobra electrorockowa mieszanka prostych, melodyjnych piosenek w stylu lat 80. Nawet jeżeli panna Eliot Paulina Sumner wykorzystała nazwisko słynnego ojca, by jej debiutancka płyta znalazła się na sklepowych półkach, to bardzo dobrze, bo jej album muzycznie się broni. Tym bardziej że Coco daleka jest od przypominania nam kim jest jej ojciec.

Na "The Constant" nie nagrała duetu z tatą, nie śpiewa jego piosenki – jak robiła to Natalie Cole – Sting nie jest nawet wymieniony w podziękowaniach na płycie. Nie gra z nim koncertów i przede wszystkim nazwisko, które ma po ojcu, nie widnieje w nazwie projektu. Wykorzystanie każdej z tych możliwości byłoby najprostszym sposobem na lepszą reklamę płyty, ale też spowodowałoby szybką muzyczną śmierć Coco. Córka twórcy "Roxanne" i "Englishman in New York" jest tego świadoma i robi tylko to, co chce bez oglądania się na lidera The Police.


Do 2007 roku o Coco artystce słyszeli wyłącznie jej rodzina i bliscy znajomi. Wtedy wraz z brytyjskim producentem i muzykiem Mr Hudsonem (pracował też z Kanye Westem, Jay’em-Z i Calvinem Harrisem) nagrała singiel „I Blame Coco”. Wytwórnia gigant Island Records podpisała z nią kontrakt i Coco Sumner rozpoczęła pracę nad debiutem. Przerywała ją występami z innymi wykonawcami – Sway DaSafo i Sub Focus – oraz gościnnie stając za DJ-ską konsoletą w jednym z modnych londyńskich klubów. Towarzyszyła jej przy tym Georgia, córka Micka Jaggera i Jerry Hall, o czym obszernie informował brytyjski brukowiec "Daily Mail".

Wreszcie w połowie tego roku panna Sumner skończyła pracę nad swoim debiutanckim albumem.Już w pierwszym numerze słychać, że Coco w liceum nie słuchała wyłącznie przebojów ojca. W "Self Machine" śpiewa o sobie jako o robocie przy dźwiękach jakby wyjętych z płyt grup Erasure i Red Box. Oprócz jej miłości do elektroniki lat 80. od razu rzuca się podobieństwo jej głosu do wokalu Stinga. Niemal identyczna chrypka i rytmiczny bas powodują, że kilka piosenek (np. "Please Rewind") zadziwiająco przypomina to, co robił jej ojciec ze swoim zespołem.


Znakomite są elektrorockowe "Quicker" i singlowy "Caesar", w którym refren śpiewa Robyn. Ten duet jest nieprzypadkowy, bo producent "The Constant" Klas Ahlund pracował z Robyn przy jej ostatnim albumie. Czystą zabawą z dźwiękami syntezatorów z lat 80., którymi raczyli nas nad Wisłą Kombi, jest "Turn Your Back On Love". Doskonałe "Play-wright Fate" pokazuje, że Coco ma na półce płyty The Cure, a dźwięki z "No Smile" i tytułowy "The Constant", że na pamięć zna dyskografię Depeche Mode. Na albumie znalazła się też ballada, cover piosenki Neila Younga "Only Love Can Break Your Heart" z 1970 roku.

Coco swoją pierwszą płytą nie odkrywa nowych muzycznych rejonów. Nie jest nieprzewidywalna i zakręcona jak Robyn ani nie ma możliwości wokalnych Florence And The Machine. W wywiadach jest przygaszona, nieśmiała, a na scenie miota się niczym Ian Curtis z Joy Division. Przede wszystkim jednak pokazuje, że nie musi opierać się na ramieniu Gordona Matthew Sum-nera, by jej płyta znalazła się w zestawie najciekawszych debiutów tego roku.

I BLAME COCO | The Constant | Universal Music