Gdyby trzeba było wybrać współczesnego artystę, który mógłby nagrać muzyczny temat do policyjnych seriali "Ulice San Francisco" albo "Shaft" – powinień to zrobić Jay Kay ze swoim Jamiroquai.

Jego muzyka jest tak głęboko osadzona w muzyce lat 70. jak Lady GaGa w stylistyce Madonny sprzed 20 lat. O tej pierwszej zresztą Jay nie ma najlepszego zdania. "Lady GaGa to dziwadło i chodząca fabryka pieniędzy dla jej wytwórni. My nie jesteśmy tacy. Robimy muzykę, a nie uprawiamy marketing. Oczywiście jest fenomenem. Świat uwielbia takich wariatów. Jeśli dzięki nim wytwórnie płytowe mogą zarabiać pieniądze, mogą robić wszystko" – mówił niedawno w wywiadzie. Kay ma dużo racji, choć trzeba przyznać, że sam jest niemałym dziwadłem i też może sobie pozwolić na wszystko (jego majątek wycenia się na blisko 40 milionów funtów).

Zanim zaczął robić karierę w muzyce, wspinał się na szczyty przestępczej hierarchii. Na szczęście porzucił kradzieże na rzecz funky. Nie znaczy to jednak, że kiedy złapał mikrofon w dłoń, stał się świętym. Przyznał, że brał narkotyki (podobno od 2003 roku jest czysty). Dwukrotnie został oskarżony o napaść na paparazzich.

Nie przeszkadzało mu to jednak przy okazji sprzedać ponad 20 milionów płyt i nagrać hity "Space Cowboy", "Virtual Insanity" i "Cosmic Girl", które utrzymywały się łącznie przez 141 tygodni na brytyjskich listach przebojów.


Najnowszy "Rock Dust Light Star" również znalazł się w czołówce list przebojów nie tylko na Wyspach, lecz także we Francji i w Niemczech. Nowy album to kwintesencja brzmienia Jamiroquai, nawiązanie do dźwięków, jakimi Jay Kay zachwycił na swoim debiucie "Emergency on Planet Earth" w 1993 roku.

Proste, melodyjne numery bliskie disco z lat 70. Z solówkami saksofonu, analogowymi klawiszami i falsetową wokalizą. Jest trochę reggae ("Hey Floyd"), ciepłych smyczków ("Blue Skies") oraz jazzującego pianina i saksofonu ("Smoke and Mirrors"). Płyta brzmi surowo i organicznie. Jay Kay nagrywał ją najpierw w domowym studiu w Buckinghamshire, potem w legendarnym Hook End Manor w Oxfordshire (nagrywali tu m.in. Pink Floyd), a na koniec w Tajlandii. – Tym razem nagraliśmy wszystkie instrumenty na żywo. Tak jak na scenie pozwalaliśmy sobie na improwizowane wstawki i pomyłki - mówił Jay.

"Rock Dust Light Star" to idealna płyta do samochodu. Trudno się temu zresztą dziwić, bo pan, który zawsze ma coś dziwnego na głowie (na okładce nowej płyty pióropusz), kocha samochody. Niemal w każdym teledysku można zobaczyć któryś z jego luksusowych szybkich samochodów (podobno ma ich prawie 40). Także w klipie do nowego singla "Blue Skies". "Rock Dust Light Star" pokazuje, że Jay Kay to dobry kierowca, nie tylko gdy siedzi za kółkiem lamborghini miura (który z dumą prezentował w programie "Top Gear"), lecz także kiedy kieruje wehikułem o nazwie Jamiroquai.

JAMIROQUAI | Rock Dust Light Star | Universal Music Polska