Wojciech Waglewski: Kocham staruchy za brumy i charkoty
Rodzina Waglewskich powraca do rocka lat 60. i 70. Po synach płytę w tym klimacie nagrał ojciec Wojciech Waglewski. To zabawa z rockiem i językiem.
- Fisz, człowiek ze starym telewizorem
- Koncert Voo Voo w Warszawie
- Kiedyś własne, dziś śpiewają cudze
- "Zamiast włosów miałem wąsy"
- Waglewski: Kaczyński walił poniżej krocza
- Bracia Waglewscy z punkowym projektem na żywo
- T.Love i Waglewski zagrają Obywatelowi G.C.
- Muzycy pamietają o Grzegorzu Ciechowskim
- Waglewski: Nasz show-biznes to wiocha
- Męskość według Waglewskich...
- Smolik żywo, a spokojnie
- Wszystko, co najlepsze u Wojciecha Waglewskiego
- Grechutę ocalić od zapomnienia
- Voo Voo, Kim Nowak i Abradab grają dla Stopy
- Znakomity gość na nowej płycie Kumki Olik
- "Rapowanie do kamery", czyli nowy singiel Fisza i Emade
- Fisz i Emade polepili nowe zwierzę bez nogi
- Polscy muzycy grają ku pamięci Mirka Olszówki
- Jelonek, Voo Voo i specjalny koncert Armii na Seven Festival w Węgorzewie
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na płycie "Wszyscy muzycy to wojownicy, a wszyscy artyści są zajebiści" eksperymentuje pan z językiem, bawi się neologizmami. Fascynuje pana polszczyzna jako tworzywo muzyczne?
Wojciech Waglewski: Uwielbiam nasz język. Ubolewam nad tym, że wielu zdolnych muzykantów nie zdaje sobie sprawy z potęgi polszczyzny. Ale muszę przyznać, że nie od razu przekonałem się o jej sile. W czasie stanu wojennego znalazłem się w Europie Zachodniej, gdzie spotkałem cudzoziemców zachwyconych brzmieniem polszczyzny. Tak się złożyło, że w tym czasie słuchałem "Deszczy" Baczyńskiego w wykonaniu Ewy Demarczyk, której interpretacja bazuje na urodzie języka. Wtedy dotarło do mnie, jakim potężnym materiałem dźwiękotwórczym jest polszczyzna. Tyle spółgłosek ma chyba tylko portugalski i to jest genialne. Dobrze znam angielski, ale nie wiem, ile musiałbym siedzieć za granicą, żeby z taką łatwością bawić się regionalizmami, jak mogę robić to z polszczyzną. Możliwość żonglerki lingwistycznej jest niezwykle inspirująca.
Tymczasem wielu naszych rockmanów uważa, że do śpiewania najlepiej nadaje się angielski.
Bzdura. Tak rozumując, można by dojść do wniosku, że rock and roll opiera się na bluesie i tylko ta korzenna forma jest właściwa. To tchórzostwo. Oczywiście łatwiej jest komponować, podśpiewując samogłoskowo po angielsku, bo to się prościej łączy z brzmieniem rock and rolla. Ale za tym nie kryją się inne walory. Wręcz przeciwnie, śpiewając po angielsku, nie podbijemy świata, międzynarodową karierę robi się inaczej.
W jaki sposób?
Trzeba wyjechać – najlepiej w młodym wieku – do Londynu albo Nowego Jorku, posiedzieć tam, poznać zwyczaje, znaleźć kogoś, kto zasponsoruje, i po kilku latach liczyć na szansę. W Polsce, gdzie poza wielkimi miastami zapytanie o coś po angielsku grozi śmiercią lub kalectwem, śpiewanie w tym języku zakrawa na absurd. Przecież muzyka jest komunikatem. Mamy teraz dużo dobrych muzykantów, ale bardzo mało rock and rolla. Prowadząc audycję w radiowej "Trójce", mam poważny kłopot z prezentowaniem polskiej muzyki rockowej, ponieważ jest w niej bardzo mało komunikatu. Owszem, są fantastyczne zespoły typu Woody Alien czy The Black Tapes. Świetnie grają, mają znakomitą energię, ale śpiewają po angielsku i ponoszą tego konsekwencje w postaci znikomej liczby sprzedanych płyt i nieobecności w mediach. W efekcie żywot takich zespołów jest krótki, aczkolwiek życzę im wszystkiego najlepszego. Koronnym dowodem na marginalną recepcję angielszczyzny jest to, że w całej historii polskiego rocka pojawił się tylko jeden przebój, "Son of The Blue Sky" grupy Wilki.






















































~Les2010-11-27 18:06
do ~zasnuty... cienki, to podobno miałeś mieć na imię, ale proboszcz się nie zgodził...
~zasnuty2010-11-23 11:57
klo jest cienki i wydziwia
~Wiktor2010-11-21 08:19
dobrze ze tak wypiera sie tego angielskiego bo i po polsju spiewa tragicznie glos dykcja charchocze cos na brumach takze w swych wypowiedziach odizolowac tego charchoczacego PFUJ.. co za muzyk ..
~Maciej2010-11-21 07:57
Wypowiedz Waglewskiego W." ... w Polsce gdzie poza wielkimi miastami, zapytanie o cos po angielsku grozi smiercia lub kalectwem " ukazuje po raz kolejny Pierwszego Durnia w Polsce ... Jednak To On Wlasnie.
Ludzie anglojezyczni osiadaja czesto wlasnie na Polskich wsiach i bardzo sobie chwala miejsce w ktorym zyja jak i ludzi posrod ktorych zyja .
A ludzie na Polskich wsiach zapytani o cos po angielsku staraja sie jak moga by udzielic odpowiedzi i sa szczerze serdeczni Waglewski na Polskich wsiach tez ucza sie angielskiego wyobraz sobie , a ty w miescie nawet kultury nie masz i zero inteligencji.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!