Brakujące ogniwo
"The Promise" to portret Bruce’a Springsteena, jakiego nie znacie. Ukazała się 32 lata po nagraniu.
- Antybushowski rock
- Boss wraca do akcji
- Dziewczyny z Dixie Chicks zdominowały nagrody Grammy
- Rozdano muzyczne Noble
- Springsteen: to bzdury, że się rozwodzę
- Bruce Springsteen zasłużył na biografię
- Elvis Costello, król sztuki poszukiwania
- Patti Smith pisze kryminał
- Bruce Springsteen na krawędzi
- Nowy album Bruce'a Springsteena na horyzoncie
- Bruce Springsteen powróci nocą
- Boss wrócił do starych kumpli
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Z 70 piosenek, które nagrał w 1978 roku, tylko 10 trafiło na "Darkness on the Edge of Town". Z czasem płytę uznano za arcydzieło i kamień milowy rocka, a resztę sesji za zaginioną. Aż do dziś.
To, że bez "The Promise" świat był uboższy, jest jasne od pierwszych taktów utworu "Racing in the Street (‘78)". otwierającego album. Nieznana wcześniej wersja w żaden sposób nie przypomina klasycznego hymnu Springsteena. Ale ma to wszystko, co wcześniej uczyniło go popularnym – opowieść o szybkich dziewczynach i pięknych samochodach na tle ściany dźwięku stworzonej z intensywnej, mocnej muzyki. W tej formie kawałek miałby może małe szanse stać się jego sztandarowym utworem, ale na pewno stałby się przebojem. Nie został. Zamiast na płytę trafił do szuflady. Bo 32 lata temu przeboje były ostatnimi rzeczami, o jakich myślał Boss.
Nienawidził tej ksywki. W początkach kariery nadali mu ją koledzy muzycy, których z braku akompaniującego zespołu wynajmował przed każdym koncertem. Był zaciekłym wrogiem jakichkolwiek szefów i długo trwało, zanim zaakceptował ten przydomek. Kompletnie za to nie potrafił pogodzić się z presją nagrywania przebojów, a właśnie tego oczekiwano od niego po płycie "Born to Run" i po okładkach "Newsweeka" i "Time’a” (w jednym tygodniu!). Oto on, zadeklarowany indywidualista i zaciekły wróg wszystkich bossów, miał podporządkować się woli krytyków i publiczności – na to zgodzić się nie mógł. Nawet mimo że w świetle prawa w ogóle nie mógł wtedy za wiele.






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!