Ciemna speluna, podniszczone meble, stare walizki, wytarte dywany i sterty gazet. Wśród nich akustyczne gitary, perkusja, trąbka, puzon, fortepian, a na środku Kazik Staszewski popijający wodę z karafki. Kult zaczyna grać "Jeźdźców" ze swojej najlepszej płyty "Spokojnie" sprzed 22 lat.

Tak zaczyna się kolejny – po Kayah, Hey i Wilkach – występ polskiego artysty w ramach MTV Unplugged. Koncert został zarejestrowany 22 września w warszawskim Och-Teatrze. Grali ponad dwie godziny i wykonał 26 utworów. Przyzwoicie, chociaż zachwytów fanów z internetowego forum nie podzielam.

– Pierwsze podejście do koncertu Kultu unplugged zrobiliśmy trzy lata temu. Jednak do konkretnych rozmów doszło dopiero w styczniu tego roku – mówi Dorota Neef z MTV Polska. Zanim zespół przystąpił do pisania nowych akustycznych aranżacji wybranych numerów, Kazik chciał skończyć pracę nad solową płytą "Silny Kazik pod Wezwaniem". Nowy album "Hurra!" nagrywał też z Kultem.


W tym czasie, koncert unplugged zagrały Wilki. Po wydaniu "Hurra!" zespół Kazika zaczął pracować nad akustycznymi aranżacjami swoich utworów. Puzonista zespołu Jarosław Ważny przyznał "Kulturze", że najpierw przygotowali listę kilkudziesięciu numerów. Po kolei eliminowali z niej piosenki, których akustyczne aranżacje były nie do zrealizowania.

Na liście znalazły się numery od dawna niegrane na żywo ("1932 – Berlin"), ale też takie, które w wersji akustycznej zespół wykonywał już wcześniej, na przykład "Celina". Co ciekawe, "Arahja", która była jedną z lepszych podczas koncertu MTV, wpadła na listę w ostatniej chwili.

Zespół do samego końca nie był przekonany, że zrobi do niej nową, równie dobrą co oryginał aranżację. Zresztą Kult do odświeżonych wersji swoich numerów nie był chyba przekonany aż do momentu, kiedy stanął na scenie Och-Teatru. Jak przyznał Ważny, tremę rozładował gościnnie występujący Dr. Yry z El Doopy. Po wykonaniu „Nie dorosłem do swych lat” Yry przewrócił się na scenie, po czym wyprowadziła go ochrona.

Lekko przygaszony na początku zespół, w tym niespecjalnie radzący sobie z charakterystyczną dla MTV Unplugged wspominkową konferansjerką Kazik rozluźnił się i zagrane po zejściu Yry "Arahja", "Brooklyńska rada żydów" i "Baranek" wypadły znakomicie. Gościnnie podczas koncertu pojawili się też Tomasz Kłaptocz (Akurat, Buldog) w "Bliskich spotkaniach" oraz Zacier w "Gdy nie ma dzieci".


Na oklaski zasługuje wykonane na bis "Mieszkam w Polsce". Zmusiła do tego zespół publika krzycząca po każdym numerze "Polska!". Jak zdradził Ważny, zespół wykonał ten numer bez wcześniejszego przygotowania. Podczas tej piosenki już nikt wśród publiki nie siedział.

Całość mogła znudzić słuchacza, który nie jest fanem zespołu. Aranżacje wielu utworów zasadniczo nie odbiegały od oryginałów (Kult na co dzień wykorzystuje trąbki czy puzon), a sam Kazik swoją konferansjerką nie porywa. Nie ma co ukrywać, że nie jest przy tym wybitnym wokalistą. Potrafi pisać znakomite piosenki, ale swoim głosem Toma Waitsa czy Grzegorza Ciechowskiego nie pobije. Szkoda, że na płycie DVD tak rzadko widać Janusza Grudzińskiego przy fortepianie – wypadł fenomenalnie.

Kult swojego unplugged nie musi się wstydzić, zresztą zaplanowali już kolejne akustyczne koncerty, ale najlepszego dotąd koncertu bez prądu Hey nie pobiją. Chociaż trzeba przyznać, że zespołowi Nosowskiej łatwiej było zaskoczyć publikę, bo przecież na co dzień używają charakterystycznego rockowego instrumentarium, a nie fortepianu, trąbki czy harmonii. Przy unplugged Kultu zabrakło właśnie zaskoczenia. Zaproszone gwiazdy to dobrzy znajomi z projektów, w których śpiewał Kazik. Na cover, który tradycyjnie gra zespół zaproszony do MTV Unplugged, Kult wybrał wykonywany już od kilku lat podczas koncertów "Zegarmistrz światła" Tadeusza Woźniaka.

KULT | MTV Unplugged | S.P. Records