Śledząc w ostatnich miesiącach doniesienia na temat Kanye’ego Westa, można było odnieść wrażenie, że czuje się bardziej popową diwą niż rasowym raperem. Stał się pupilkiem serwisów internetowych i skandalistą na nagrodach muzycznych. Ale ma do tego prawo, sprzedał w tej dekadzie ponad 10 milionów płyt, wypromował kilka hitów, m.in. "Jesus Walks" i "Touch the Sky", zdobył wiele nagród Grammy, MTV, BET Awards i został uznany przez muzyczną prasę za jednego z najlepszych producentów.

Wypracował własny styl tworzenia muzyki, oparty na samplach z klasyków soulowych i r’n’b. Przeniósł komercyjny hip-hop w epokę elektronicznych brzmień oraz ambitnych aranżacji orkiestrowych. Ciężko pracował w ostatnim czasie, nagrywając co tydzień kolejną piosenkę w wymyślonej przez siebie internetowej serii "GOOD Friday" czy przy realizacji ponadpółgodzinnego teledysku "Runway". To była dopiero przygrywka do życiowego dzieła "My Beautiful Dark Twisted Fantasy".

Ta płyta nie mogła nie odnieść sukcesu – po części z racji rozgłosu wokół niej, a po części z zaangażowania Westa, który jest perfekcjonistą. Tutaj wszystko musiało być naj – ponad 30-osobowa orkiestra, blisko dwudziestu wokalistów, wokalistek i raperów (od Eltona Johna po Jaya-Z i Rihannę), kilku świetnych producentów (RZA, No ID) i bank dobrze opłacanych sampli (m.in. "21st Century Schizoid Man" King Crimson). Otwierające pełne patosu "Dark Fantasy" idealnie wprowadza w jego świat i zdradza najskrytsze ambicje bycia największym czarnoskórym artystą na świecie.


West zrobi wrażenie nie tylko na fanach hip-hopu – wspierany kobiecym chórem, eleganckimi partiami fortepianu w „Gorgeous”, rozbudowanymi aranżacjami sekcji instrumentów dętych w przebojowym "All of the Lights" i smyczkowych w genialnym "Power". Obok podniosłych momentów nie brakuje dużo swobodniejszych utworów – można złapać oddech przy perwersyjnym "Monster" z niesfornym śpiewem Nicki Minaj i wzruszyć się przy sentymentalnym "Blame Game" z udziałem wokalisty Johna Legenda i z fragmentem elektronicznego nagrania Aphex Twina. West w tym ogromie wymyślonej przez siebie muzyki wciąż pozostaje raperem – potrafi udowodnić, że robi postępy również w klejeniu rymów.

Z dumą dzieli się doświadczeniami z bycia wielką gwiazdą – pisze o drogich markach ubrań i samochodów, swoją pozycję potwierdza nazwiskami znajomych aktorów i piosenkarek. Snuje osobiste historie na temat drogi na szczyt, zwierza się z nieudanych związków z kobietami i dzieli erotycznymi fantazjami. A do tego komentuje obecną sytuację w państwie Obamy. Wyraża troskę o przyszłość narodu w słowach czarnoskórego poety i aktywisty Gila Scotta-Herona. Sprawnie posługuje się slangiem i językiem ulicy. Przywołuje w metaforach postacie i motywy mitologiczne, czyli tak jak w warstwie muzycznej: łączy sztukę wysoką z popularną, twórczość czysto użytkową z ambitną.

Można mu zarzucić, że "My Beautiful Dark Twisted Fantasy" od połowy traci dramaturgię i nie każdy jego utwór jest genialny, ale do tej płyty chce się powracać i za każdym kolejnym podejściem odkrywa się coś nowego. Dlatego należy uznać wielkość Westa – choć może bez popadania w tak chorobliwy zachwyt, jaki on sam ma wobec siebie.

KANYE WEST | My Beautiful Dark Twisted Fantasy | Universal Music