Sam Beam z Iron & Wine przez dziewięć lat wydawał kolejne albumy pod szyldem kultowej wytwórni Sub Pop z Seattle. Od czasu do czasu flirtował z mainstreamem, wyjeżdżając na zagraniczne trasy koncertowe bądź sprzedając piosenki do popularnych seriali ("Dr House", "Chirurdzy") i filmów ("Zmierzch").

Teraz musiał podjąć decyzję: albo pozostanie niezależny, albo podpisze kontrakt z jednym z fonograficznych gigantów. Zdecydował się na to drugie rozwiązanie: wybrał Warnera (w Europie płyta zostanie wydana przez 4AD) i zapowiedział, że kolejny album będzie bardziej popowy i przebojowy.

Większość fanów nie powinna mieć mu tego za złe. Beam ani nie zrezygnował z grania na gitarze akustycznej, ani nie zmienił charakterystycznej melancholijnej barwy głosu. Za to jego nowe piosenki stały się jeszcze bogatsze pod względem aranżacji i różnorodności stylistycznej.

Z jednej strony mamy na przykład taki numer jak "Rabbit Will Run" utrzymany w medytacyjnym nastroju, oparty na monotonnym afrykańskim rytmie i wzbogacony egzotycznym klimatem a` la Animal Collective. Z drugiej – radiowy przebój "Tree by the River" z akustycznymi gitarami i syntetycznymi klawiszami w tle przypominający kompozycje Fleetwood Mac. Zresztą Sam Beam nie ukrywał w wywiadach o płycie, że chciałby powrócić do czasów swojej młodości i do muzyki, której kiedyś słuchał z radia.


Na szczęście na płycie "Kiss Each Other Clean" nie ma mowy o pustym żonglowaniu formą i pretensjonalnej zabawy w pastisz. Piosenki Iron & Wine wciąż są pełne treści muzycznej oraz tekstowej. Imponuje chociażby otwierający album utwór "Walking Far from Home" – Beam zarysowuje w nim typowy dla country pejzaż amerykańskich bezdroży, sięga po biblijną symbolikę, a dramaturgię buduje z pomocą hipnotyzującego chóru. Podobnie zamykająca krążek znakomita kompozycja "Your Fake Name is Good Enough" poprowadzona parą instrumentów dętych grających z jazzową intensywnością i solidną rockową sekcją rytmiczną.

"Kiss Each Other Clean" udowadnia, że nie każdy artysta neofolkowy jest skazany na śpiewanie akustycznych ballad przez całe życie. Niektórzy, jak Devendra Banhart, szybko zaczynają sprzedawać płyty w tysiącach egzemplarzy (Devendra zaistniał nawet przez chwilę w prasie brukowej jako "były chłopak Natalie Portman"). Inni jak Bonnie "Prince" Billy pozostaną w podziemiu i do końca życie będą grać koncerty dla kilkuset wiernych fanów. Sam Beam znalazł się na rozstaju tych dróg – choć podpisał kontrakt z wytwórnią Warner, nie przestaje krytykować pogoni za pieniędzmi i chwalić rodzinnego szczęścia oraz bliskości międzyludzkiej.

Dla 37-letniego profesora filmoznawstwa i wykształconego artysty stało się to życiowym credo. Beam porzucił życie w wielkim mieście, wyprowadził się do Teksasu i zamieszkał na obrzeżach Austin razem z żoną i pięcioma córkami. Album udowadnia, że pisanie w takim środowisku idzie mu bardzo dobrze.

IRON & WINE | Kiss Each Other Clean | 4AD/Sonic