Ciekawe, ile osób odnotowało trzy lata temu debiut sióstr Wrońskich? Głośny był on głównie w Warszawie, gdzie Ballady i Romanse były mocno wspierane przez środowisko pisma "Lampa", które publikuje wiersze Zuzy Wrońskiej, oraz galerię Raster, która wydała krążek zatytułowany po prostu "Ballady i romanse" w nakładzie kilkuset egzemplarzy. Zwrócił on też uwagę fanów niezależnego rocka przez obecność w składzie Basi Wrońskiej, znanej wcześniej z Pustek. I nawet to, że wszystkie piosenki zostały nagrane w prowizorycznych domowych warunkach i nie miały żadnego przeboju, nie przeszkodziło, żeby na starcie zebrać świetne recenzje.

Ten fenomen może był krótkotrwały i wynikał trochę ze snobizmu. Jednak w przypadku drugiego albumu nie ma już żadnych wątpliwości. Ballady i Romanse to nie beztroskie wariacje dwóch sióstr przeznaczone dla garstki oddanych fanów młodzieżowej poezji, ale zespół z prawdziwego zdarzenia – z porządnym brzmieniem, doświadczonymi muzykami w składzie, zawodowym producentem Markiem Dziedzicem i realizatorem Adamem Toczko. I oczywiście wciąż z inteligentnymi tekstami.

Utwór "Ozimina", który przewrotnie punktuje problem zawierania małżeństwa dwoma refrenami: "To, co łączy nas, to ozimina i las. To, co łączy nas, to Dostojewski i Grass. To, co łączy nas, to ten czas" i "To, co łączy nas, to ozimina i las. To, co łączy nas, to rachunki za gaz. To, co łączy nas, to ten czas", brzmi jak zespół Pustki dla dorosłych. Za to "Człowiek" o kobietach narzekających na swoich facetów ("Zdjęcia niezgrane od miesięcy, awiza, rachunki pęcznieją w skrzynce") pobrzmiewa echami naiwnego folku mum, a opisujące trudności w komunikacji między ludźmi "Słowa" ("Słowa spłaszczą wszystko, co powiem. Słowa w chwili wypowiedzi to śmieci. Słowa lecą jak torebki przez miasto bez ładu i składu") przywołuje na myśl szalone muzyczne fantazje grupy PSAPP. Tak więc nie ma już tylko przestarzałych syntezatorów, automatów perkusyjnych, zabawkowych instrumentów nagrywanych w pokoju i grania na garnkach w kuchni. W bogatych aranżacjach zdarza się trochę więcej elektroniki, pojawią się czasem żywa sekcja rytmiczna i ognista solówka na saksofonie oraz eleganckie partie instrumentów smyczkowych, fortepianu i chórki.


Siostry Wrońskie nadal mają również rzadki talent do barwnego opisywania na pozór banalnych spraw w niebanalny sposób oraz mówienia o poważnych sprawach. Przykładem tego są chociażby tekst "Matka" poświęcony młodym matkom, które muszą do późnej nocy kołysać dziecko do snu, a rano lecieć z nim do przedszkola, chociaż wolałyby w tym czasie wyjść gdzieś ze znajomymi, oraz najsmutniejszy w klimacie "Dla ciebie" o nieuchronnym procesie starzenia – wypadaniu zębów, reumatyzmie, słabnięciu wzroku i słuchu. Jednocześnie nie zatraciły one również dawnej spontaniczności i dziecięcej radości wspólnego tworzenia "jak siostra z siostrą".

Wystarczy posłuchać, kiedy w "Jeszcze zostanę bohaterem" powracają wspólnie do beztroskich czasów szkolnych, a w "Dziesięciu wujków" opisują poranny krajobraz po rodzinnej imprezie przy grillu, z kiełbasą i piwem. I wreszcie z jaką swobodą sięgają po tytułowy wiersz Czesława Miłosza "Zapomnij", skandują w refrenie "ej, ej, ej" i "oj, oj, oj", by na koniec trochę niezdarnie zarapować "Czesław Miłosz, Miłosz Czesław". Ballady i Romanse wciąż zachwycają więc tym samym dziewczęcym urokiem, który zapewnił im wcześniej porównania z CocoRosie.

I nawet jeśli siostrom Wrońskim znów nie uda się przebić na listy przebojów, to przynajmniej po takiej płycie nikt już nie będzie mógł im zarzucić, że słuchanie ich muzyki to zwykły warszawski snobizm. To po prostu fajne piosenki, których mogłyby im pozazdrościć zarówno Gaba Kulka, jak i siostry Przybysz z grupy Sistars.

BALLADY I ROMANSE | Zapomnij | Chaos Management