To zespół czasów emigracji i cyfrowych mediów. Rafał Bawirsz i Paweł Milewski poznali się w Olsztynie, zaczęli razem komponować w Irlandii, a większość ich piosenek na pierwszą płytę powstała dzięki wymianie pomysłów drogą internetową.

Debiutancki album "Pieces & Bits" (2008) wyprodukowali im bracia Kapsa z zespołu Contemporary Noise Quintet, znani także z grupy Something Live Elvis.

Śpiewają po angielsku. „Po polsku, paradoksalnie, byłoby dużo trudniej, bo wychowałem się na muzyce anglojęzycznej" – mówi Paweł Milewski. "Kiedy komponujemy, w sposób naturalny pojawiają się słowa angielskie".

Ich kanon muzyczny, a jednocześnie punkty odniesienia, to Sonic Youth, Spiritualized, The Verve, Radiohead, My Bloody Valentine, Jeff Buckley. Twilite są doskonałym pomieszaniem cech tych wszystkich wykonawców – skromni, bezpretensjonalni, śpiewają proste piosenki bez gwiazdorskiego podekscytowania, bardzo dbają o jakość nagrań.

W swoich tekstach zapisują obserwacje relacji międzyludzkich w taki sposób, że otwierają możliwości różnych interpretacji. "Tematyka tekstów obraca się wokół rejonów najbardziej osobistych emocji. W związku z tym bardzo nie lubię o tym opowiadać. Dostaję sygnały, że są one bardzo różnie interpretowane i to mnie cieszy" – mówi Paweł.

Producentami ich najnowszego albumu byli Piotr Maciejewski, były muzyk zespołu Muchy, nagrywający solo jako Drivealone, oraz Maciej Frycz, były akustyk dźwięku na koncertach Much. Właśnie tam Twilite nagrali płytę "Quiet Giant", zajęło im to trzy miesiące.


Ta płyta jest bardziej melodyjna od pierwszej. "Słuchając debiutu, zauważyłem, że ciężko się pokiwać przy naszych piosenkach" – tłumaczy Paweł Milewski – "Brakowało mi w nich pulsu, więc założyliśmy, że nowe kompozycje powinny mieć bardziej wyczuwalne rytmy. To, że pojawiły się podziały walczykowe czy momenty nawet lekko swingujące, wyszło samoistnie". Co słychać w piosenkach: "Forgive And Forget" i "Perfect Ending".

Chcieli też, żeby nowa płyta znacząco różniła się od debiutu, a jednocześnie była kontynuacją stylu, który wybrali na początku. "Quite Giant" jest bardziej rozbudowana aranżacyjnie, zawiera bogatsze instrumentarium. Na albumie oprócz akustycznych gitar pojawiają się także gitara elektryczna i barytonowa, trąbka, klarnet czy perkusja. Zaś dobra produkcja sprawia, że ta płyta to coś więcej niż tylko łagodne piosenki – harmonia jest tu w umiejętny sposób skontrapunktowana transowym niepokojem.

Debiutancki album zespołu przyniósł im sporą popularność i uznanie krytyki, nie tylko w Polsce. "Wiemy, że nie jest łatwo wybić się za granicami naszego kraju, ale próbujemy różnymi kanałami otwierać sobie drogę – m.in. poprzez muzyczne blogi i portale społecznościowe. Chcemy, by nasza muzyka dotarła do jak największej liczby osób. Chcemy grać dużo koncertów, bo sprawia to nam przyjemność, i chcemy się rozwijać jako kompozytorzy" – mówi Rafał.

TWILITE | Quiet Giant | Ampersand Records