Chris Corner: Chyba doszedłem do limitu swoich możliwości
Mistrz mrocznej psychodelii Chris Corner najnowszą płytę "Volatile Times" swojego projektu IAMX promował koncertem w Polsce.
- Dobrze rokujące klawisze The Naked And Famous
- Napadali na banki, sklepy i poczty. W końcu wpadli
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Nigdy nie ukrywałeś słabości do różnych stymulantów typu narkotyki i alkohol. Co ci pomogło w pracy nad ostatnią płytą?
Chris Corner: Duży wpływ miała moja fascynacja twórczością Christophera Hitchensa, krytyka amerykańskiego imperializmu, który nie wstydził się polemizowania z zasadami różnych religii. To jemu poświęciłem pierwszą piosenkę na płycie "I Salute You Christopher". Jest jednym z Czterech Jeźdźców, obok trzech innych myślicieli, filozofów – Richarda Dawkinsa, Daniela Dennetta i Sama Harrisa. Mówiąc w skrócie, są krytykami religijności. Christopher jest najbardziej rock’n’rollowy z nich, ma zdecydowany, agresywny styl. Bardzo polubiłem ich krytyczny stosunek do świata.
Ty jednak nie wyglądasz na agresywnego faceta, na "Volatile Times" też nie jesteś groźny. Wystarczy posłuchać piosenki "Bernadette", by przekonać się, jaki z ciebie delikatny, melancholijny gość.
"Bernadette" było pierwszym utworem, który napisałem na płytę. Chciałem, żeby była delikatna, bo przechodziłem wtedy ciężki czas w moim prywatnym życiu. Napisałem ją na przekór. Wspomnienie własnej realnej miłości zmieszałem z fikcyjnymi wydarzeniami i dołożyłem do tego cygański klimat. Ma melancholijną melodię, ale mroczny klimat. Tak jak filmy Felliniego.
Od początku miałeś plan, żeby "Volatile Times" była przekorna w stosunku do twoich aktualnych emocji?
Tak jak przy każdej z dotychczasowych płyt efekt końcowy nie był taki, jaki planowałem na początku. U mnie zawsze koncepcja zmienia się w trakcie tworzenia. To taka podróż terapeutyczna, podczas której poznaję siebie. Lubię tak pracować, ale jest to możliwe tylko solo – kiedy nikt nie podważa twojego poczucia wartości. Nie dyskutujesz o wątpliwościach.
Mieszasz melancholię z rockową agresją, kameralny klimat z industrialnymi bitami. Skąd u ciebie syndrom dr. Jeckylla i mr. Hyde’a?
Zawsze miałem dwie strony: wrażliwą i agresywną. Mam to po matce, która w tym sensie również była schizofreniczką. Przez większą część mojego dzieciństwa była bardzo chora. Miała napady płaczu na przemian z atakami agresji. Z jednej strony – bardzo religijna, z drugiej wściekła na otaczający świat. Szybko przejąłem od niej tę agresję. Kiedy byłem mały, potrafiłem być agresywny nawet wobec siebie, także fizycznie. Teraz mi przeszło. Przeniosłem to na muzykę.















































~electrohead2011-04-20 07:52
IAMX - rewelacyjna muzyka!
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!