Taki wybór repertuaru to duże wyzwanie, bo wszystkie kwartety polskiego kompozytora nagrał już legendarny Kronos Quartet. Młodzi muzycy nie powinni bać się porównań, bo ich interpretacja przynosi coś nowego: drapieżna muzyka Góreckiego brzmi chwilami bardzo subtelnie. Royal String Quartet zaprasza do kontemplacji, oderwania się od myślenia o upływającym czasie, zatopienia w świecie powracających motywów – wszystkiego, czym kiedyś Górecki zachwycił publiczność w III symfonii "Pieśni żałosnych".

Na pierwszej płycie nagraliście kwartety Szymanowskiego i nieznany utwór Różyckiego. Teraz Górecki, dlaczego?

Marek Czech: Nasza przygoda z Góreckim zaczęła się od irlandzkiej premiery III kwartetu na West Cork Music Festival. Sięgnęliśmy po dzieło najnowsze i najdłuższe, ale okazało się, że ta muzyka w niezwykły sposób do nas przemawia.

Elwira Przybyłowska: Najpierw zetknęliśmy się z nagraniem Kronos Quartet, później Kwartetu Śląskiego, ale to nie było dla nas najważniejsze, chociaż oczywiście mamy wielki szacunek dla tego, co robią. Lubię w nas to, że podchodzimy do różnych spraw bez kompleksów. Jeżeli mamy głębokie przekonanie, że utwór leży w naszej orbicie emocjonalnej, energetycznej, to się za niego bierzemy. Nie oglądając się na innych.

Michał Pepol: W tej muzyce jest coś metafizycznego. Pamiętam atmosferę podczas pierwszego publicznego wykonania III kwartetu – była niezwykła i to nas utwierdziło w przekonaniu, że chcemy go nagrać.

Jak wyglądały przygotowania do pracy nad albumem?

Czech: III kwartet wymaga niemal olimpijskich przygotowań. Trwa ponad 60 minut. Podczas przygotowań tak głęboko wniknęliśmy w jego strukturę, harmonię, że sięgnięcie po dwa wcześniejsze kwartety było czymś zupełnie naturalnym. Bez poznania I i II kwartetu nie można w pełni zrozumieć ostatniego.

Przybyłowska: Górecki rzeczywiście wymaga niesamowitej kondycji. Jeśli się odpowiednio nie skupisz i nie dasz porwać tej muzyce, to w pewnym momencie podczas grania nie myślisz już o interpretacji, tylko o tym, że bolą cię mięśnie. Trzeba dać się ponieść tej mantrze. Materiał na płytę nagraliśmy rok temu, a potem czekaliśmy na wydanie. To jest trudne, bo wspomnienia się zacierają w pamięci i znika pewność, którą mieliśmy podczas nagrywania, że to, co nam się udało zarejestrować, jest dobre.


Przygotowania do wydania płyty zbiegły się ze śmiercią kompozytora. Mieliście okazję porozmawiać z Góreckim?

Czech: Z kompozytorem mieliśmy tylko telefoniczny kontakt, bo już trzy lata temu Henryk Mikołaj Górecki chorował. Mieliśmy się spotkać, ale nie doszło do tego.

Pepol: Był bardzo serdeczny, życzliwy, ale czuliśmy, że ma poważne kłopoty ze zdrowiem. Dążenie do potkania byłoby zbyt egoistyczne. Chcieliśmy chociaż wysłać mu płytę – niestety nie zdążyliśmy.

KWARTET

Royal String Quartet (Izabella Szałaj-Zimak – skrzypce, Elwira Przybyłowska – skrzypce, Marek Czech – altówka, Michał Pepol – wiolonczela) działa w Warszawie od 1998 roku. Muzycy kształcili się pod okiem wybitnych kameralistów, zespół był członkiem prestiżowego programu BBC New Generation Artists, występuje na renomowanych międzynarodowych festiwalach, a w Warszawie stworzył własny Festiwal Kwartesencja. Dla wytwórni Hyperion nagrał dwie płyty. Powoli przygotowuje się do kolejnej – już wiadomo, że znajdzie się na niej także muzyka polska. Premiera w 2013 roku.

ROYAL STRING QUARTET | Henryk Mikołaj Górecki – Kwartety smyczkowe | Hyperion