Debiutowali dwa lata temu płytą "Aura", na której przeplatali kameralne pasaże potężnymi crescendami gitar. Propozycja młodych warszawiaków wpisywała się wtedy w twórczość grup z kręgu instrumentalnego postrocka/postmetalu – niekoniecznie nowatorską, z pewnością jednak solidną i wdzięczną. Nowemu albumowi "Earthshine" przyświeca inny pomysł na muzykę.

"To na pewno album spokojniejszy, smutniejszy od debiutu – mówi gitarzysta Tides from Nebula Maciej Karbowski. – Także mniej gitarowy, a jednocześnie pełniejszy brzmieniowo. Wyeksponowaliśmy to, co do tej pory pozostawało u nas na drugim planie – ambientową przestrzeń i plamy dźwięku". Obok długich, pełnych emocji utworów w stylu "The Fall of Leviathan" czy "Siberia" jest na tej płycie minimalistyczny "Waiting for the World to Turn Black", przypominający muzykę filmową, czy też ziejący chłodem "Cemetery of Frozen Ships".

Metalowo-rockowy rodowód zespołu daje o sobie znać tylko na finiszu, skądinąd bardzo kameralnego "White Gardens". Generalnie dominują zenistyczny niemal spokój i zaduma, na co swój wpływ miały okoliczności powstawania kompozycji."Rodzice jednego z nas mają domek w polskich Tatrach, mogliśmy zaszyć się tam i spokojnie komponować" – opowiada Maciej Karbowski.

Sesję nagraniową zespół odbył w studiu Zbigniewa Preisnera, a gospodarz został współproducentem. To w dużej mierze jego doświadczeniu i wierności analogowym technologiom krążek zawdzięcza swoją formę. – Zastosował techniki obróbki dźwięku, z jakich wcześniej nie korzystaliśmy. Dzięki temu udało nam się uzyskać nowe, oryginalne brzmienie – mówi Karbowski.


Wprawdzie Preisner sam nalegał na współpracę, po tym jak usłyszał Tides from Nebula w radiowej "Trójce", niemniej ich spotkanie mogłoby wydawać się pewnym mezaliansem. – Poniekąd tak było, bo niecodziennie zespół postmetalowy zamyka się w studiu z klasycznym kompozytorem. Wiedzieliśmy jednak, jakim muzykiem jest pan Preisner, i zdecydowaliśmy się na wspólną pracę, ciekawi jej efektów. Był to dla nas zaszczyt, jak i okazja do sprawdzenia się. Teraz mogę powiedzieć, że rezultaty są frapujące.

W dniu premiery "Earthshine", 9 maja, Tides from Nebula wystąpili w bułgarskiej Sofii na koncercie w ramach europejskiej trasy. Potencjał kwartetu pozwala optymistycznie oceniać jego obecność poza Polską, zwłaszcza wśród admiratorów takich grup, jak Isis i Mogwai. Ewentualne głosy krytyki zarzucające całemu postrockowemu nurtowi deficyt pomysłów Karbowski odpiera, zaznaczając: – Staramy się robić coś własnego, niemniej najważniejsze są dla nas po prostu udane kompozycje. Tych na "Earthshine" nie brakuje.

TIDES FROM NEBULA | Earthshine | Mystic Production