W gorączce obchodów 20-lecia grupy Pearl Jam jej lider postanowił wykręcić niektórym fanom niezły numer. Otóż Vedder zaszył się na kilka dni w studiu z ukulele i nagrał na malutkiej hawajskiej gitarze swoje nowe piosenki oraz covery. Najwierniejsi wielbiciele jego twórczości nie powinni do końca dziwić się temu pomysłowi, jeśli przypomną sobie na przykład jego kawałek "Soon Forget" z albumu "Bineural" albo koncerty, na których nieraz wychodził na bis z ukulele i wykonywał coś z repertuaru Black Sabbath, The Who albo Pearl Jam.

Przygoda Veddera z tym instrumentem zaczęła się czternaście lat temu, kiedy pojechał na Hawaje posurfować. Używane ukulele wypatrzył na wystawie sklepowej, a potem podobno kupił sobie butelkę piwa, siadł na ulicy i w siedem minut wymyślił utwór. Przechodzący turyści wrzucili mu do futerału kilka dolarów za występ. Od tego czasu Eddie nie rozstawał się z minigitarą, zabierał ją w trasy i wypady nad ocean.

Przez lata uzbierał całkiem spory repertuar, który postanowił nagrać. Bo "Ukulele Songs" to dosyć niezobowiązująca pozycja w jego dorobku – wydana niezależnie, bez wielkiego budżetu na studio, muzyków sesyjnych czy promocję. Zresztą ukulele jest też tego typu instrumentem, na którym nie można popisać się wirtuozerią, umiejętnościami kompozytorskimi czy erudycją. Vedder: "To po prostu cztery struny i dużo melodii". Można te nagrania Veddera potraktować jako nieco sentymentalną muzykę tła – szczególnie że po pierwszych przesłuchaniach trudno jest odróżnić jeden utwór od drugiego. Za to natychmiast daje się odczuć swobodną atmosferę nagrania, którą tworzy Vedder – raz zapala w przerwie papierosa, innym razem dzwoni jego telefon, mylą się akordy i zaczyna przeklinać.


Dopiero przy uważniejszym przesłuchaniu zaczyna przykuwać uwagę nośna melodia "Goodbye" czy delikatne zagrane "Broken Heart" i "Without You". Przy tak udanych własnych kawałkach niepotrzebne wydają się nawet próby zmierzenia się Veddera z takim klasykiem jak "Dream a Little Dream of Me" znanym z wykonań m.in. Louisa Armstronga, Binga Crosby’ego, Elli Fitzgerald. Widocznie chciał puścić oko do słuchaczy i uatrakcyjnić ascetyczną formułę albumu. Podobną rolę pełnią też nagrania "Sleepless Nights" Everly Brothers w duecie z Glenem Hansardem z The Swell Season i "Tonight You Belong To Me" razem z Chan Marshall, czyli Cat Power.

Obecność na "Ukulele Songs" tych artystów związanych z niezależną sceną neofolkową jest też kolejnym dowodem na renesans ukulele. Słuchać to na płytach m.in. Beirut, Tune-Yards, Jensa Lekmana, Erlanda Oye, a liderka Dresden Dolls nagrała nawet "Amanda Palmer Performs the Popular Hits of Radiohead on Her Magical Ukulele". Jednocześnie w Stanach odbywają się festiwale gry na ukulele dla amatorów, a w Europie działają kultowe orkiestry jak niemiecki Kapajkos czy zawodowy zespół The Ukulele Orchestra of Great Britain. Muzycy zapomnieli nawet o tym, że ukulele ma małe pudło rezonansowe, ciężko uderza się w struny i niewiele dźwięków można z niego wycisnąć. Z tych wszystkich ograniczeń potrafią uczynić atut – doskonały jest w tym Eddie Vedder.

A jeśli ktoś nie może się przekonać do "Ukulele Songs", to pozostaje odesłać go do dołączonego do płyty DVD "Water On The Road", z solowym występem lidera Pearl Jam w Waszyngtonie trzy lata temu. Żywa reakcja publiczności i bezpośredni kontakt z nią Veddera mówią same za siebie – takiej atmosfery nie ma na rockowych koncertach.

EDDIE VEDDER | Ukulele Songs | Monkeywrench/Universal