Does It Offend You, Yeah?: Na Glastonbury już nas nie zaproszą
Does It Offend You, Yeah? na żywo są lepsi od innych. Klawiszowiec Dan Coop zdradza, jak to robią?
- Muzyczne lato czas zacząć... od Selectora!
- Muzyka, kino, teatr. Festiwalowy niezbędnik
- Dwa palce w górę
- Dobrze rokujące klawisze The Naked And Famous
- Gorąca brytyjska gwiazda na FreeFormFestival
- Calvin Harris nie będzie już koncertwał. Obraził się na swego klona?
- Wybierz się na FreeFormFestival
- Mleko w cenie biletu. Historia Glastonbury według Juliena Temple’a
- Rage Against The Machine schodzi ze sceny
- Ke$ha zmieni pop do maja
- The Smashing Pumpkins wznawia dawne dzieła
- Smashing Pumpkins powrót do świetności?
-
Zobacz gwiazdy Selectora
- Glastonbury - najsłynniejszy z festiwali... Tak było!
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
O waszych koncertach krążą legendy. Nadal niszczycie instrumenty na scenie?
Dan Coop: Ostatnio zdarza nam się to rzadziej. Zorientowaliśmy się w końcu, że niszczenie sprzętu oznacza duże problemy dla naszej ekipy technicznej, która po koncercie musi biegać po sklepach i szukać dla nas sprzętu. Nie chodzi nawet o koszty, ale mamy kilka rzadkich klawiszy i parę razy zdarzyło się, że po prostu następnego dnia nie mieliśmy na czym grać. Jeśli teraz zdarzy nam się coś uszkodzić, to raczej przypadkiem albo po pijaku.
A co z kontuzjami? Podobno wasz wokalista kiedyś dokończył koncert ze złamaną nogą?
To prawda, graliśmy w legendarnym klubie Troubadour w Los Angeles i na scenie panowała jakaś dziwna euforia. Jamesowi chyba spadł na nogę wzmacniacz, ale dzielnie dokończył występ. Wydawało mu się, że stłukł sobie kostkę, dopiero później okazało się, że bez gipsu się nie obędzie. Od tamtego czasu bardziej uważa na siebie na scenie. Za to ja miałem w zeszłym roku niezłą przygodę w Minneapolis. Potknąłem się o stojak od mikrofonu i tak mocno wyrżnąłem w głośnik, że rozciąłem sobie głowę. W szpitalu założyli mi osiem szwów i pojechałem dalej na koncerty.
Prawdą jest, że macie zakaz występowania na niektórych festiwalach?
Nieoficjalnie wiem, że w najbliższym czasie nie zaproszą nas do Glastonbury. Występowaliśmy tam na początku naszej działalności. Sytuacja była kuriozalna, w połowie koncertu na scenę weszła ekipa techniczna i zaczęła instalować sprzęt dla kolejnego artysty. Spytałem, co się dzieje, a oni na to, że nasz czas minął i mamy już kończyć. Strasznie nas to zdenerwowało i krzyknąłem do mikrofonu, że nie zejdziemy ze sceny. Potem przyłączyła się do nas publiczność, która chciała, żebyśmy grali dalej. A pod sceną była jeszcze drobna przepychanka między naszymi fanami i ochroniarzami. W końcu wyłączyli nam prąd i było po wszystkim. Ale wcale tego nie żałuję, to nie jest festiwal dla nas. Nagłośnienie jest słabe, odległość od publiczności za duża, a czas na granie zbyt krótki.
Skąd u was taki temperament do grania na żywo?
Wychowaliśmy się w mieście Reading, gdzie odbywa się chyba najstarszy festiwal rockowy w Wielkiej Brytanii. Sam byłem świadkiem wielu niesamowitych wydarzeń – na przykład widziałem na żywo Nirvanę w 1992 roku. Natomiast najbardziej niezapomnianym wieczorem były trzy występy z rzędu na dużej scenie – najpierw Beastie Boys, potem Prodigy, a na koniec Rage Against The Machine. Do dziś mówi się, że był to najlepszy line-up w historii tej imprezy. Myślę, że takie doświadczenia nie pozostają bez wpływu na to, co teraz robię. Nie wyobrażam sobie grania koncertów w inny sposób niż głośno i dając z siebie wszystko.



















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!