Dziennik.plMuzyka

Środa, 23 maja 2012

Imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 33°C

Bajkowa lawa dźwięków od Hjaltalin

2011-06-20 | Ostatnia aktualizacja: 16:39 | Komentarze: 0 | skomentuj
Hjaltalin

Hjaltalin / Materiały prasowe

W całej Islandii mieszka zaledwie tylu ludzi, ilu na przykład w Katowicach. Za to znanych na świecie zespołów mają kilka razy więcej niż my. Jeden z nich to Hjaltalin, których nowa świetna płyta wreszcie wyszła w Polsce.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Bez przesady Islandię można nazwać muzycznym fenomenem. Co prawda do lat 70. poprzedniego wieku w muzycznym show-biznesie było na wyspie raczej spokojnie. Poza kraj wybijali się jedynie kompozytorzy muzyki klasycznej w stylu Sveinbjörna Sveinbjörnssona (autora hymnu kraju) albo Jóna Leifsa (zmarł w 1968 roku). Pod koniec lat 70. wyspę opanowała anarchia, oczywiście tylko w muzyce. Z fascynacji brytyjskim punkiem narodziły się takie zespoły, jak Purrkur Pillnikk (mieszali punk z folklorem) czy Kukl – legendy tamtejszego anarchistycznego grania. To właśnie z tych kapel wywodzą się członkowie The Sugarcubes. Wraz z Björk na wokalu swoim islandzkim rockiem podbili Wielką Brytanię i USA. Ich sukces otworzył z kolei drzwi na świat takim kapelom, jak Sigur Rós, Maus, Múm, GusGus czy Hjaltalin. Muzyka tych wszystkich kapel jest taka jak wyobrażenie o Islandii tych, którzy tam nie byli – czyli na przykład moje. Jest bajkowa, spektakularna, dziwna i trudna do opisania.

Taka jest właśnie druga płyta Hjaltalin "Terminal". Muzyka tej miniorkiestry – skład jest siedmiooosobowy – nie odbiega od tego, co usłyszeć można na debiucie z 2007 r. "Sleepdrunk Seasons". Ta płyta słusznie przyniosła Hjaltalin dwie najważniejsze nagrody islandzkiego przemysłu muzycznego (Icelandic Music Awards). Zespół wyruszył na tournée po największych europejskich festiwalach: Roskilde, Sziget i gdyńskim Open’erze. "Terminal" to eklektyczny koktajl muzyki jak z filmów Disneya i Bonda, przestrzennej elektroniki, elementów soulu, jazzu i rockowych wstawek. Wiolonczela, akordeon, klarnet, fagot, klawisze i dwa wokale (męski i kobiecy) tworzą wciągający melancholijny świat. Potrafią być niepokojący jak ich wyspiarscy koledzy z Sigur Rós, a przy tym popowoprzebojowi jak GusGus. Nie powinno więc dziwić to, że druga płyta zespołu została uznana w Islandii za album 2010 roku, pokonując m.in. solowe dzieło Jonsiego z Sigur Rós.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najczęściej komentowane

«