Bajkowa lawa dźwięków od Hjaltalin
W całej Islandii mieszka zaledwie tylu ludzi, ilu na przykład w Katowicach. Za to znanych na świecie zespołów mają kilka razy więcej niż my. Jeden z nich to Hjaltalin, których nowa świetna płyta wreszcie wyszła w Polsce.
- múm gwiazdą jesiennego festiwalu
- Aguilera, Bieber i Vedder z szansą na Oscara
- Szmery i gejzery
- Muzyczny strumień świadomości z Islandii
- Przewodnik po najważniejszych wakacyjnych festiwalach muzycznych
- Tragiczny wypadek na festiwalu w Roskilde
- Manu Chao, Portishead i Fleet Foxes na Maltafestival Poznań 2011
- Gus Gus trzy razy w Polsce
- Sigur Rós przybędzie z jesienią
- Sigur Rós prosto z Londynu
- Sigur Rós – niewolnicy własnego mitu
- Głos Sigur Rós śpiewa dla zwierzaków z zoo Camerona Crowe'a
- Akordeonowy rekord kaszubski nie pobity
-
Zobacz gwiazdy Openera!
- Open'er wystartował. Coldplay rządzi!
- Open'er w deszczu. Drugi dzień za nami
- Roskilde – święto muzyki i wolności
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Bez przesady Islandię można nazwać muzycznym fenomenem. Co prawda do lat 70. poprzedniego wieku w muzycznym show-biznesie było na wyspie raczej spokojnie. Poza kraj wybijali się jedynie kompozytorzy muzyki klasycznej w stylu Sveinbjörna Sveinbjörnssona (autora hymnu kraju) albo Jóna Leifsa (zmarł w 1968 roku). Pod koniec lat 70. wyspę opanowała anarchia, oczywiście tylko w muzyce. Z fascynacji brytyjskim punkiem narodziły się takie zespoły, jak Purrkur Pillnikk (mieszali punk z folklorem) czy Kukl – legendy tamtejszego anarchistycznego grania. To właśnie z tych kapel wywodzą się członkowie The Sugarcubes. Wraz z Björk na wokalu swoim islandzkim rockiem podbili Wielką Brytanię i USA. Ich sukces otworzył z kolei drzwi na świat takim kapelom, jak Sigur Rós, Maus, Múm, GusGus czy Hjaltalin. Muzyka tych wszystkich kapel jest taka jak wyobrażenie o Islandii tych, którzy tam nie byli – czyli na przykład moje. Jest bajkowa, spektakularna, dziwna i trudna do opisania.
Taka jest właśnie druga płyta Hjaltalin "Terminal". Muzyka tej miniorkiestry – skład jest siedmiooosobowy – nie odbiega od tego, co usłyszeć można na debiucie z 2007 r. "Sleepdrunk Seasons". Ta płyta słusznie przyniosła Hjaltalin dwie najważniejsze nagrody islandzkiego przemysłu muzycznego (Icelandic Music Awards). Zespół wyruszył na tournée po największych europejskich festiwalach: Roskilde, Sziget i gdyńskim Open’erze. "Terminal" to eklektyczny koktajl muzyki jak z filmów Disneya i Bonda, przestrzennej elektroniki, elementów soulu, jazzu i rockowych wstawek. Wiolonczela, akordeon, klarnet, fagot, klawisze i dwa wokale (męski i kobiecy) tworzą wciągający melancholijny świat. Potrafią być niepokojący jak ich wyspiarscy koledzy z Sigur Rós, a przy tym popowoprzebojowi jak GusGus. Nie powinno więc dziwić to, że druga płyta zespołu została uznana w Islandii za album 2010 roku, pokonując m.in. solowe dzieło Jonsiego z Sigur Rós.




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!