Papa Roach: Chcemy znów roznieść polską publikę
Zeszłoroczny koncert na polskim Woodstocku uważają za najlepszy w karierze. Papa Roach powracają do Polski, by znowu oczarować fanów
- Strzeż się tych piosenek!
- Papa Roach przyjedzie do Warszawy
- Oni dostali "Złote Bączki" Przystanku Woodstock
-
Red Hot Chili Peppers znów zaszaleją!
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Po waszym ostatnim koncercie w Polsce na stronie internetowej pisaliście, że atmosfera tamtego wieczoru nie da się porównać z niczym innym, czego do tej pory doświadczyliście. Czym będzie się od tamtego koncertu różnił wasz najbliższy występ u nas?
Tobin Esperance, basista: Woodstock to było największe show, na jakim graliśmy. Ciężko będzie je pobić, nie znaczy to jednak, że w zamkniętym klubie sobie odpuścimy. Ponownie chcemy roznieść polską publikę. Na koncercie nie zabraknie nowych piosenek, będzie też więcej improwizacji w numerach. Nie mogliśmy doczekać się powrotu do Polski i na pewno nie zawiedziemy fanów.
Pozytywnie współgracie z publiką na scenie, trudno posądzać was o agresję. A jednak w pewnym internetowym zestawieniu numerów najbardziej podnoszących ciśnienie na trzecim miejscu znalazł się wasz wielki hit "To Be Loved". Zaskoczony?
Ciekawe, bo to przecież piosenka o miłosnej relacji dwójki ludzi. Mi raczej kojarzy się z tanecznymi numerami z lat 80., a nie agresją. Z drugiej strony, jeśli nasz kawałek potrafi kogoś wkurzyć, to dobrze. To znaczy, że budzi silną reakcję.
Powiedz, skąd pomysł waszego nowego klipu? "No Matter What" wygląda jak połączenie scen z filmów Roberta Rodrigueza i westernów w stylu "Butch Cassidy i Sundance Kid".
Wymyślił go nasz stały wideoklipowy współpracownik Jesse Davey. Chcieliśmy w nim poczuć się jak w filmach Tarantino albo właśnie Rodrigueza. To chyba nasz najlepszy klip.
Numer pochodzi z waszej ostatniej płyty "Time for Annihilation". Gitarzysta Jerry Horton powiedział w jednym wywiadzie, że przed wejściem do studia nie wiedzieliście, jak będzie brzmiało pięć nowych piosenek, które się na niej znalazły. Zawsze tak pracujecie?
W przypadku "Time for Annihilation" akurat wiele pomysłów powstało dopiero w studiu, ale zazwyczaj tak nie jest. Na ogół mamy jakiś ogólny zarys, zanim wejdziemy do studia. Dużo piszę podczas tras koncertowych, na gitarze i klawiszach. Mamy też własne studio w rodzinnym Sacramento, gdzie jamujemy. Siłą rzeczy cały czas powstają nowe piosenki. Tym, co chcemy zmienić przy kolejnym albumie jest to, że najpierw powstaną teksty, a później muzyka. Do tej pory było odwrotnie. Mam nadzieję, że tak będzie łatwiej, bo nie będziemy już musieli zgadywać, o czym będzie numer, jakie będą w nim emocje.




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!