"W marcu tego roku przeprowadziłem wywiad, który miał się stać ostatnim wywiadem w życiu Amy Winehouse. Nie rozmawialiśmy o narkotykach, odwyku, jej nieszczęśliwej miłości czy odwołanej trasie koncertowej. To był wywiad o muzyce, jazzie, śpiewaniu, rzeczach, które ją motywowały, które sprawiły, że była wspaniała" – wspomina ostatnią rozmowę z Amy autor wywiadu, Neil McCormick.

Dziennikarz pamięta atmosferę spotkania, które odbyło się podczas sesji nagraniowej do utworu "Body And Soul", nad którym Amy i Tony Bennett wspólnie pracowali w studio Abbey Road.

"Miała na sobie mini i wzorzysty kardigan, wyglądała dobrze, zdrowiej, miała trochę więcej ciałka, była opalona. Jeszcze rok temu mój znajomy producent spisał Amy na straty. Uznał ją za osobę wypaloną kreatywnie i niepotrafiącą wytrzymać 10 minut bez narkotyków" – wspomina Neil McCormick. "Amy, którą wtedy zobaczyłem, zdawała się być na dobrej drodze, która miała ją doprowadzić do czasów jej świetności. To sprawiło, że nasze krótkie spotkanie było tym bardziej przejmujące" – dodaje.

Dla Amy zaproszenie jej do wspólnego nagrania z jednym z jej największych muzycznych idoli było propozycją nie do odrzucenia. "Nie będę płakać, nie będę płakać" – powtarzała, gdy 85-letni Tony Bennett, legenda muzyki jazzowej łapał ją za rękę, relacjonuje Neil McCormick. Pamięta, że Amy była zdenerwowana, za co przepraszała, mówiąc, że minęło trochę czasu od jej ostatniego nagrania w studio.

"Dobrze jest być w studio nagraniowym z Tonym. To jedyny powód, dla którego tu jestem" – odpowiedziała, zapytana, czy cieszy się na powrót do pracy. Wspominała, jak ojciec puszczał jej nagrania Bennetta i Sinatry. "Dorastałam słuchając twoich nagrań. Pokazałeś mi jak trzeba śpiewać" – zagadywała Tony'ego.


Jaka była jej recepta na śpiew? Emocje. "Po prostu to czujesz. Nie myślisz o tym. Jeśli zaczniesz się nad czymś zastanawiać, nie będziesz w stanie tego zaśpiewać" – przekonywała.

McCormick wspomina, że Amy przerywała kilkakrotnie nagranie, upewniała się, czy wszystko brzmi tak jak powinno. Powtarzała wtedy: "Czy możemy zaśpiewać to jeszcze raz? Brzmię fatalnie. Nie chcę marnować twojego czasu".

"Jestem swoim najsurowszym krytykiem. Jeśli w czasie nagrania nie osiągnę tego, co sobie założyłam, jeśli to nie będzie brzmiało tak jak w mojej głowie, nie będę zadowolona" – tłumaczyła dziennikarzowi po nagraniu.

"Nie jestem urodzoną performerką. Jestem urodzoną piosenkarką, ale przy tym jestem bardzo nieśmiała, serio. Zawsze bardzo się denerwuję przed występami" – zdradziła.

"Wiesz jak to jest? Nie chcę zabrzmieć sentymentalnie albo łzawo, ale to jest jak bycie zakochanym, kiedy nie możesz jeść, jesteś niespokojny. Kiedy wchodzisz na scenę, wszystko jest już ok. Ten moment, kiedy zaczynasz śpiewać" – tłumaczyła.

Neil McCormick wspomina, że podczas spotkania w studio Abbey Road, Winehouse wiele opowiadała o swoim zamiłowaniu do jazzu, mówiła jak modulowała swój wokal, tak aby pasował do instrumentalnych nagrań pianisty Theloniousa Monka czy Charlesa Mingusa, wspominała swoje ulubione wokalistki Sarah Vaughan, Dinah Washington i Minnie Ripperton.

"Pomyślała, że mogłaby nagrać kiedyś typowo jazzowy album, powoływała się na takie brytyjskie talenty jak Soweto Kinch, Jazz Jamaica czy Tomorrow's Warriors, wskazując ich jako ludzi, z którymi chciałaby kiedyś współpracować" – wspomina rozmowę McCormick.

W wywiadzie Amy mówiła coś o studiowaniu muzyki. "Chciałabym studiować grę na gitarze, albo trąbce. Potrafię poprawnie grać na wielu różnych instrumentach, ale na żadnym naprawdę dobrze. Jeśli grasz na czyś, to czyni z ciebie naprawdę dobrego piosenkarza. Im więcej grasz, tym lepiej śpiewasz, im więcej śpiewasz, tym lepiej grasz" – podkreślała w rozmowie.

"Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę tu być. Opowiem o tym spotkaniu moim wnukom" – powiedziała swojemu muzycznemu idolowi na pożegnanie.

"Proszę pozdrowić tatę" – odparł.

"Będzie płakać" – dorzuciła na pożegnanie Amy. "Z pewnością będzie płakał"...