Mówisz, że unikasz kamer, ale zgodziłaś się na udział w programie "The Voice of Poland" i będziesz występować w telewizji.

Ania Dąbrowska: Kiedyś trzeba było zacząć (śmiech). To fakt, jakoś telewizyjne kamery mnie nie stymulują. Właściwie staram się ich unikać, gdy tylko jest to możliwe. Rzadko przyjmuję zaproszenia do telewizji, bo chyba nie mam potrzeby dzielenia się każdą nowiną z widzami śniadaniówek.

Skąd decyzja, żeby zostać trenerką w "The Voice of Poland"?

Dotychczas miałam sporo szczęścia w swoim życiu zawodowym i pomyślałam, że przyszedł dobry moment, żeby spróbować pomóc innym. Mam nadzieję, że w programie poznam ludzi, z którymi będę w przyszłości współpracować i którzy będą chcieli skorzystają z mojego doświadczenia.

Sama wzięłaś udział w programie szukającym muzycznych talentów, w "Idolu". Jak wspominasz ten czas?

To był beztroski okres w moim życiu, ale też bardzo ważne doświadczenie. Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, że wszystko zależy ode mnie samej, od mojego zaangażowania i podejścia do sprawy. W tego typu programie pojawia się wiele osób, które wygłaszają sprzeczne komunikaty, w których łatwo się pogubić. Oczywiście, że przyjemnie słucha się pochlebstw, ale mam wrażenie, że dużo istotniejsze jest zrozumienie konstruktywnej krytyki, która wszyscy znosimy dużo gorzej

Jak wyobrażenia osoby, która zgłasza się do tego typu programu przekładają się później na to, czym rzeczywiście jest show biznes?

Z własnej perspektywy mogę powiedzieć, że idąc do "Idola" nie miałam żadnych wyobrażeń na temat tego, co może zdarzyć się dalej. Wszystko mnie od początku zaskakiwało. Myślę, ze dużą rolę w tym, jak potoczą się losy takiego młodego człowieka odgrywa szczęście. Niedoświadczoną osobę łatwo jest pokierować, niekoniecznie we właściwą stronę. Dlatego szczęściem jest znalezienie wokół siebie innych, którzy okażą się dobrymi doradcami.

Masz pomysł na to, jaką będziesz trenerką w "The Voice of Poland"?

Przede wszystkim będę sobą. Nie będę starała się być zabawniejsza, mądrzejsza i bardziej elokwentna niż jestem na co dzień. Idę do "The Voice" z nadzieją na spotkanie ciekawych głosów i wyjątkowych osobowości. W tym programie z założenia nie ma miejsca na pajacowanie, zarówno wśród trenerów jak i uczestników i to mi pasuje. Będę słuchać swojej intuicji i szukać ludzi charyzmatycznych. Nie będzie to łatwe zadanie, bo przecież oceniać ich będziemy jedynie na podstawie tego, co usłyszymy. Nie będziemy widzieć uczestników na początkowym etapie programu. Jednak dobry głos sam się obroni.


Mówi się, że najwięcej w takich programach zyskują sami jurorzy. Będziesz się lansować?

Chyba nie mam tego w naturze i nie wiem, czy gdyby zaistniała kiedyś taka potrzeba, to czy umiałabym to robić. Bardziej obawiam się, że mogę nie podołać wymogom tego typu programu. Nie wiem czy przypadkiem nie będę trochę nudna, bo spięta będę na pewno. Może jestem ciągle naiwna, ale naprawdę liczę na to, że spotkam tam kogoś, kto mnie zauroczy swoją osobowością, będzie chciał skorzystać z moich rad i pomocy i może finalnie uda się wspólnie zrobić coś fajnego.

W takim razie, chyba jesteś w mniejszości. Jak patrzy się na polski show biznes, to tego lansu jest więcej niż wydanych płyt.

Gazety lubią mieć o czym pisać, my chętnie przeglądamy plotkarskie portale. Jesteśmy w tym trochę hipokrytami – lubimy narzekać, uwielbiamy wręcz obgadywać innych, a później odżegnujemy się od tego.

"The Voice of Poland" to taki medialny wstęp do twojej kolejnej płyty? Możemy spodziewać się nowych nagrań w niedalekiej przyszłości?

Raczej nie, teraz skupiam się głównie na macierzyństwie. Nie planuję wydania nowej płyty w najbliższym czasie, bo głowę mam całkowicie zajętą przez dziecko. To jest kompletnie inny etap w moim życiu. Do pisania piosenek podchodzę na dużo większym spokoju niż w ostatnich latach

Macierzyństwo zmieniło wszystko?

Z pewnością. Kiedyś nie przepadałam za dziećmi, a teraz mnie one rozczulają. Zresztą, z macierzyństwem jest tak, że gdy powie się "A", to należałoby powiedzieć "B", więc kto wie, czy nie pójdę za ciosem. Moja życie zawodowe może pójść w odstawkę na dłużej...

Czyli szykuje się gromadka dzieciaków?

Niewykluczone. Dzieci wciągają, są jak nałóg, ale taki zdrowy.