"Fani i przyjaciele: jako R.E.M i jako dawni przyjaciele i współpracownicy zdecydowaliśmy się zakończyć pracę zespołu. Odchodzimy z uczuciem wdzięczności, ostateczności i zadziwienia wszystkim tym, co udało nam się osiągnąć. Każdemu, kto kiedykolwiek poczuł wzruszenie dzięki naszej muzyce, dziękujemy, że nas słuchaliście" – można przeczytać w oficjalnym oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej zespołu.

Dziennikarza muzycznego, Hirka Wronę decyzja R.E.M o zakończeniu działalności nie zaskoczyła.

"Jest dla mnie normalną rzeczą, że wykonawca, który uważa, ze nie ma już więcej do powiedzenia po prostu zawiesza buty na kołku i idzie na emeryturę. Lepiej, żeby odejść w glorii i chwale a nie na siłę próbować wciskać swoją radosną twórczość innym, bo to się źle kończy" – powiedział dziennikarz.

Przeszło 30 lat na rynku muzycznym, 15 albumów studyjnych, ponad 30 mln sprzedanych płyt na całym świecie, liczne nagrody, w tym trzy statuetki Grammy – z takim dorobkiem zespół R.E.M kończy działalność.

Muzycy Michael Stipe, Peter Buck, Mike Mills i Bill Berry założyli R.E.M w 1980 roku w Athens, w stanie Georgia. Debiutanckim albumem z 1983 roku zatytułowanym "Murmur" zyskali popularność wśród amerykańskiej młodzieży, szybko zyskując miano zespołu kultowego.


W 1987 roku po wydaniu singla "The One I Love" z albumu "Document" magazyn "Rolling Stone" ogłosił R.E.M "najlepszym zespołem rockowym Ameryki".

W latach 90., R.E.M nagrali utwory "Everybody Hurts", "Losing My Religion" i "Shiny Happy People", które stały się światowymi przebojami i na stałe zapisały się w historii muzyki rockowej.

W 2007 roku zespół został wprowadzony do "Rock and Roll Hall of Fame", muzeum honorującego artystów rockowych i inne osoby, które wniosły zasadniczy wkład w rozwój muzyki.

"R.E.M zapamiętamy na pewno z tekstów, które są o czymś, nie są banalne. Poza tym z charakterystycznego wokalu Mike'a Stipe'a, z gitar, które nadawały brzmienie zespołowi. Wreszcie z tego, że był to zespół, który grał muzykę związaną bardziej z rynkiem europejskim, ale z racji miejsca, gdzie zaczęli działalność przenosili do Europy pewne zwyczaje i brzmienia typowo amerykańskie, psychodeliczne z lat 60." – mówi Hirek Wrona.

W marcu 2011 roku ukazała się ostatnia, zdaniem Wrony bardzo dobra, płyta R.E.M. "Collapse Into Now".

"Jest to zaskakująco dobry krążek, choć nie ma co ukrywać, że nie jest on tak ważny jak "Murmur", czy "Reckoning". Natomiast, oni po prostu nie nagrywali złych płyt" – puentuje dziennikarz.