Jak się czujesz z gotową, debiutancką płytą?

Marina Łuczenko: Fantastycznie. Już uwierzyłam, że to wszystko, co sobie wymarzyłam, spełniło się. Jestem zadowolona z płyty, wyszło tak, jak chciałam. Nie ukrywam, że jestem perfekcjonistką i myślę, że mogłabym teraz zrobić coś trochę inaczej. Jednak jest to już teraz bez znaczenia. Idę do przodu, pracuję nad kolejnymi rzeczami. Powoli trzeba myśleć o wydaniu nowego singla, zastanawiam się też nad teledyskiem i reedycją płyty.

Co można usłyszeć na płycie "Hardbeat"?

Płyta jest różnorodna. Słychać na niej moje inspiracje różnymi stylami muzycznymi. Jest trochę r'n'b, electro, elementy dubstepu, trip hopu. Są również żywe instrumenty. Wszystkie melodie, które są na płycie, poza jednym utworem – "One by one" to moje kompozycje. Teksty na płytę pisała natomiast żona mojego brata, Maja Łuczenko. Bardzo często tematy utworów narzucałam jej nieświadomie – wyśpiewując melodie formułowałam niektóre frazy. Kilka tekstów piosenek wyszło natomiast bezpośrednio z inicjatywy Mai – np. kawałek "Second Best", w którym wcielam się w postać kochanki. Chciałyśmy poruszyć różne tematy – również takie, których same osobiście nie doświadczyłyśmy, ale które dotykają innych i są im bliskie – a dla nas interesujące.

Ponad pół roku temu rozstałaś się ze swoją byłą menedżerką, Mają Sablewską. Teraz otaczasz się bliskimi ci ludźmi. Tak jest lepiej?

Zdecydowanie. Dobrze jest pracować z kimś, komu ufa się bezgranicznie, dlatego cieszę się, że stworzyliśmy z rodziną ekipę, która funkcjonuje jak wytwórnia, ponieważ to my wydaliśmy płytę, sami. Jeśli chodzi o moją obecną menedżerkę, to cieszę się, że na początku była między nami przyjaźń, a dopiero później doszły interesy. Chociaż Ola od lat pracuje w show-biznesie, wcześniej przyjaźniłyśmy się jedynie prywatnie.

Jak wyglądała praca nad płytą? Z kim ją omawiałaś?

Słucham opinii bliskich, ale najbardziej siebie samej. Jednak, mimo wszystko, potrzebne jest to "trzecie ucho", bo artysta jest mało obiektywny.

Przeszłaś długą drogę od czasów współpracy z Mają Sablewską i waszego słynnego już rozstania. Uważasz tamten czas za stracony?

Nigdy nie uważam, że jakikolwiek czas jest stracony. Nic nie dzieje się bez powodu i niczego nie żałuję. Na początku byłam bardzo zawiedziona i powtarzałam sobie, że popełniłam błąd. Teraz, z perspektywy czasu, myślę, że wiele się dzięki temu doświadczeniu nauczyłam. Nie jestem już taka ufna wobec innych ludzi, teraz na pierwszym miejscu stawiam swoją intuicję.


Czego można się dalej po tobie spodziewać?

Jestem nieprzewidywalną osobą i sama czasem nie wiem, czego się po sobie spodziewać. "Hardbeat" to płyta na ten czas. Bezustannie się rozwijam, dojrzewam i zmieniam się, tak wiec nie wiem, w jaką stronę pójdę muzycznie w przyszłości. Teraz czułam potrzebę zrobienia płyty popowej, ale mam jeszcze wiele kompozycji, w zupełnie innym, bardziej refleksyjnym klimacie.

Z twoimi własnymi tekstami?

Tak, ale nie jestem chyba jeszcze gotowa na publikowanie ich, bo są bardzo osobiste. Użycie własnego tekstu jest jak obnażanie się. Podziwiam artystów, którzy mają na to odwagę. Ja jeszcze nie jestem na to gotowa.

Jakie są twoje marzenia? Co chciałabyś osiągnąć?

Chciałabym tworzyć muzykę tak długo jak tylko zdrowie mi na to pozwoli. Bardzo podoba mi się podejście do muzyki w Stanach. Tam powstaje hit za hitem, są środki finansowe, żeby inwestować w artystów. W Polsce nie ma takich budżetów.

Podobno Doda emigruje z Polski. Ty też masz zamiar spróbować sił za granicą?

W Polsce czuję się najlepiej. Nawet gdy wracam z wakacji do kraju, to odczuwam ulgę, że jestem już u siebie, wśród najbliższych. To nie oznacza jednak, że nie chciałabym się rozwijać i pracować za granicą. Jedno z drugim się nie wyklucza.

Marina Łuczenko to polska wokalistka pochodzenia ukraińskiego. Urodziła się w 1989 roku na Ukrainie, skąd w wieku dwóch lat wyprowadziła się z rodziną do Polski. Występowała w wielu konkursach muzycznych oraz programach telewizyjnych, m.in. "Szansa na sukces" oraz "Droga do gwiazd". W 2008 roku była jednym z uczestników "Tańca z gwiazdami". Współpracowała z Mają Sablewską, z którą rozstała się na początku 2011 roku. W listopadzie tego roku ukazał się jej debiutancki album "Hardbeat".