Bez wiedzy Amy Winehouse

Amy Winehouse dobrze czuła się w klimacie jazzu, soulu, bluesa, a nawet reggae / Universal Music Polska
Nowa płyta Amy Winehouse to solidny materiał. Ale gdyby sama miała decydować, to by jej pewnie nie wydała.
- Powstanie film o Amy Winehouse
- Najsłynniejsza sukienka Amy Winehouse sprzedana za gigantyczną kwotę!
- Nowa płyta Amy Winehouse dobra jak "Back to Black"
- Jeszcze jedna piosenka Amy Winehouse
- Oto nowy teledysk Amy Winehouse
- Amy Winehouse miała nagrywać ze znanym zespołem
- Duch Amy Winehouse nawiedza niegrzecznego rockmana
- Janis Winehouse: Wciąż nie mogę słuchać muzyki Amy
- Mitch Winehouse ujawnia, kto powinien zagrać Amy
- Amy Winehouse znów króluje w Wielkiej Brytanii
- Matka Amy Winehouse dumna z sukcesu córki
- Nie będzie filmu o Amy Winehouse
- Kup sobie portret nagiej Lady Gagi autorstwa Tony'ego Bennetta
- Dionne Bromfield: "Amy wciąż jest z nami"
- Mark Ronson i Katy B samplują olimpijczyków. Oto hymn igrzysk w Londynie
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zawsze, kiedy ukazuje się pośmiertne dzieło jakiegoś artysty, pojawia się problem, czy poza czysto komercyjnym powodem wydawcy mieli jakiś artystyczny cel. Jasne jest, że Amy Winehouse sama nie wypuściłaby takiej płyty i wbrew temu, co w wywiadach mówi jej ojciec, że byłaby z "Lioness: Hidden Treasures" dumna, Amy nie chciałaby tej płyty. Po wydaniu "Back To Black" w 2006 roku kilkukrotnie wchodziła do studia i niestety do swojej śmierci nie była z efektów pracy na tyle zadowolona, by je upublicznić.
Wytwórnia postanowiła inaczej, trudno jednak nazwać ten album premierowym. Numer "Body and Soul" znalazł się już przecież na ostatniej płycie z duetami Tony’ego Bennetta. "Tears Dry" to z kolei alternatywna wersja utworu "Tears Dry On Their Own" z "Black To Black", a "Valerie" został opublikowany na albumie Marka Ronsona. Mimo że część płyty była znana przed jej wydaniem, na pewno warto umieścić ją w swojej muzycznej kolekcji. Amy Winehouse nawet gdyby śpiewała książkę telefoniczną, potrafiłaby być czarująca, prawdziwa i pociągająca. A już jak wykonuje covery klasyków "Our Day Will Come" czy "Will You Still Love Me Tomorrow" dziewczęcego zespołu The Shirelles z lat 60. jest klasą sama dla siebie. W duetach z Bennettem czy raperem Nasem ("Like Smoke") też wypada rewelacyjnie.
Wyboru kompozycji, które znalazły się na "Lioness: Hidden Treasures", dokonali współpracownicy wokalistki Mark Ronson oraz Salaam Remi i trzeba przyznać, że podjęli słuszne decyzje. Pokazali Amy dobrze czującą się w klimacie jazzu, soulu, bluesa, a nawet reggae.
Od tej płyty jednak nie zaczynajcie swojej przygody z Amy Winehouse. Najpierw wysłuchajcie dwóch albumów, które sama zdecydowała się wydać. Są bardziej spójne, dopracowane, bardziej jej. Później sięgnijcie po dzieło, na które nie miała już wpływu.
AMY WINEHOUSE | Lioness: Hidden Treasures | Island/Universal




















































~DinX2011-12-10 14:50
To skandaliczne, że ktoś wydaje pośmiertnie jej nagrania bez jej wiedzy! Hańba!
~EWA KOBY2011-12-09 21:05
KTO ZABI EMY ALKOHOL TO TYLKO SR
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!