Adele Adkins wygląda, śpiewa i zachowuje się jak gwiazda. Kto jak kto, ale ona ma do tego prawo – sprzedała kilkanaście milionów płyt, dostała sześć nominacji do nagród Grammy.

W legendarnej Royal Albert Hall Adele zaprezentowała się świetnie. W napuszonych blond włosach wygląda jak gwiazda z lat 50. Czaruje luzem i rozbudowaną dowcipną konferansjerką, potrafi też się popłakać. Klimatu dopełnia scenografia sceny, zbudowana z kilkudziesięciu małych lamp. Jest też doskonały kilkunastoosobowy zespół. Adele wykonała tu numery ze swoich albumów "19" i "21".

Kawałek "Make You Feel My Love" Boba Dylana z debiutu zadedykowała zmarłej dwa tygodnie przed tym koncertem Amy Winehouse. W finale, kiedy już wszyscy w Royal Albert Hall stali, wykonała swój największy przebój "Rolling In The Deep". To doskonała koncertowa płyta wybitnej artystki. Ta perfekcja w każdym calu trochę mi jednak przeszkadza. Za dużo tu naj. Może gdyby Adele wydała na płycie swój koncert dla kilkudziesięciu osób z zadymionego londyńskiego klubu z początków kariery, porwałby mnie bardziej.

ADELE | Live At Royal Albert Hall | XL