Nie ma co się oszukiwać – hasło "folkowe wersje piosenek Antony’ego i Roberta Wyatta" nie brzmi szczególnie chwytliwie. Pomysł zorganizowania dla swoich idoli wieczornicy i zaśpiewania w jej trakcie własnych interpretacji ich piosenek nie jest ani błyskotliwy, ani nowy. W dodatku – co potwierdzi każdy, kto choć raz słyszał covery Grzegorza Ciechowskiego i Henryka Warsa w wykonaniach Kasi Kowalskiej i Anny Dereszowskiej – bywa ryzykowny. W wypadku zespołu The Unthanks chyba jeszcze bardziej. Dla wokalistek z Tyneside na angielsko-szkockim pograniczu, "po swojemu" oznacza bowiem nie tylko "kobieco", ale też obowiązkowo "na ludową nutę". Mimo to zespół nie przekroczył cienkiej granicy i nie narobił idolom wiochy. A to dziś rzadkość. Nie tylko u folkowców.

Piosenki Antony'ego Hagarty'ego i Roberta Wyatta do muzycznego folkloru brytyjskiej Nortumbrii mają się nijak. Teoretycznie. W praktyce, gdy Adrian McNally, pianista i nadworny aranżer, oraz jego śpiewająca żona, Rachel Unthank, i szwagierka, Becky, dostosowali je do swojego balladowego temperamentu. Podeszli do nich bez uprzedzeń i bałwochwalstwa, ale też taryfy ulgowej, zabrzmiały nie jak siódma woda po kisielu Antony & The Jonsons i Soft Machine, ale jakby zostały napisane specjalnie dla The Unthanks.

Każdy dźwięk, jaki pamiętnego grudniowego wieczoru 2010 zespół zagrał w neogotyckim kościele Union Chapel, przepełnia głęboki szacunek dla oryginału. Songi Antony'ego i Wyatta, rozpisane barokowo: na fortepian, smyki, trąbkę oraz czyste, anielskie (ale nie łzawe!) głosy, w ustach sióstr Unthank brzmią zaskakująco naturalnie i autentycznie. "You Are My Sister" czy "For Today I'm a Boy" Hegarty’ego, a ze śpiewnika Wyatta: "Out of the Blue" i zaśpiewany w grand finale "Sea Song" koją, ale nie usypiają.


W przerwach między utworami siostry schodzą na ziemię. Opowiadają o kulisach wyboru piosenek albo przekomarzają się, która z nich w dzieciństwie wierzyła, że gdy dorośnie, będzie chłopcem. Te przerywniki oraz dźwiękowe brudy w rodzaju pokasływań publiczności czy nawet odgłosu policyjnej syreny robią z "Diversion Vol. 1…" coś więcej niż tylko archiwalne nagranie wieczornicy – to wierny dokument wieczoru spędzonego z zespołem, który nie tylko ma wyczucie i klasę. Ale też na scenie potrafi czynić cuda.

Zespół The Unthanks, jeszcze trzy lata temu znany jako Rachel Unthank And The Winterset, to nie tylko utalentowana kapela rodzinna. Grupa od lat pozostaje asem w rękawie brytyjskiego show-biznesu. Już w 2008 r. zespół nominowano do Mercury Prize i BBC Folk Awards. Wtedy siostry Unthank musiały obejść się smakiem, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Po tak znakomitej płycie jak "Diversion Vol. 1…" (a także wydanym pół roku wcześniej, entuzjastycznie przyjętym albumie "Last"), tym razem powinna to być tylko formalność. Bo – między Bogiem a prawdą (i Wyattem oraz Hagartym) – lepszy fonograficzny początek nowego roku po prostu trudno sobie wyobrazić.

The Unthanks | Diversion Vol. 1 The Songs of Robert Wyatt and Antony & The Johnsons | Rough Trade/Sonic