Czy przytłacza panią legenda ojca?

Absolutnie nie, tata jest moim mistrzem, a w Indiach od tysiącleci wiedzę muzyczną przekazuje się z pokolenia na pokolenie właśnie na drodze głębokiej, osobistej relacji. Co nie znaczy, że muszę być wierna jego estetyce. Nagrany trzy lata temu album "Rise" z moimi kompozycjami powstał jako próba odnalezienia własnego, odrębnego głosu. Wykonywanie klasycznych rag nie pozwalało mi wyrazić się w pełni. Przecież urodziłam się i wychowałam w Wielkiej Brytanii, w zupełnie innej epoce niż mój tata. Poza tym jako córka wybitnego muzyka muszę odpowiadać na podobne pytanie od 13. roku życia - nabrałam dystansu.

Pani najnowsza płyta "Breathing Under Water" to mieszanka tradycji indyjskiej, nowoczesnego popu, akustycznego rocka oraz muzyki klubowej. Brzmi, jakby stanęła pani w połowie drogi między Ravim Shankarem a Norą Jones.

Spoiwem łączącym te pozornie nieprzystające elementy pozostaje tradycja indyjska: typowe dla niej skale, rytmy, wreszcie brzmienia sitaru oraz tabli. Natomiast stylistyczny eklektyzm to naturalny efekt moich złożonych korzeni. Od dziecka uczyłam się zarówno gry na sitarze, jak i na fortepianie. Wcześnie poznałam też muzykę George’a Harrisona, przyjaźniącego się z tatą. Z kolei dorastając, przeżyłam fascynację londyńską sceną klubową. Bardzo cenię też Björk, zwłaszcza za jej fenomenalną umiejętność łączenia specyficznej, północnej wrażliwości z powszechnie zrozumiałą muzyką. Nie będę zresztą ukrywała, że otwierająca "Breathing Under Water" piosenka "Burn" to bezpośredni efekt tej inspiracji.

Karsh Kale, Loop Guru, Fun-Da-Mental i inni twórcy sceny azjatyckiego undergroundu stworzyli na współczesnej scenie klubowej nową jakość. Dlaczego tak wielu pani rówieśników urodzonych już na Zachodzie skłania się właśnie w stronę elektroniki?

Ta muzyka znakomicie oddaje ducha czasów globalnej wioski, pozwala porozumieć się artystom wywodzącym się z różnych kultur. Gdy mój tata rozpoczynał pół wieku temu ów międzykulturowy dialog, sprawa była o wiele trudniejsza. Muzycy musieli się poznawać, uczyć grać na instrumentach, korzystać z nietypowych skali, a to wymagało ogromnej ilości czasu oraz pracy. Teraz wystarczy komputer.

Czy w takim razie uprawianie czystych gatunków staje się dziś niemożliwe?

Zdecydowanie nie. Uwielbiam na przykład nieskażoną europejską klasykę. Znam też wielu młodych Hindusów wykonujących genialnie wyłącznie tradycyjne ragi. Myślę, że to kwestia wierności samemu sobie. Fakt, że coraz więcej twórców wybiera dziś drogę eklektycznych poszukiwań, to kwestia globalnej komunikacji i dokonującego się na naszych oczach przenikania kultur.


Pani ojciec najsilniejsze piętno odcisnął na amerykańskim jazzie lat 60. Co łączy jazz i klasyczną muzykę indyjską?

Przede wszystkim kluczowa rola improwizacji. W jazzie improwizuje się na fundamencie harmonicznym, zaś w jednogłosowych ragach wokół pewnych schematów rytmicznych. Myślę, że tym, co zafascynowało awangardę lat 60. w twórczości mojego taty, był jej intuicyjny, niemalże mistyczny jej wymiar.


Anoushka Shankar
Breathing Under Water
EMI


Ravi Shankar stworzył model współczesnej world music. Poza wykonywaniem indyjskich rag, brał się za mieszanie brzmień sitaru z europejską symfoniką, jazzem, rockiem, gitarowym popem, a nawet tandetną elektroniką spod znaku new age. Czas pokazał, że większości tych eksperymentów bliżej było do eklektycznego kiczu, niż kreatywnej syntezy kultur. Anosuhka podąża niestety śladami ojca. "Breathing Under Water" sprawia wrażenie, jakby nie potrafiła się zdecydować, czy chce pisać sentymentalne ballady dla Stinga ("Sea Dreamer", "Abyss"), lżejszą, nieco bollywodzką odmianę indyjskiej klasyki ("Breathing Under Water", "Oceanic") czy klubowe numery przywodzące na myśl najambitniejsze osiągnięcia azjatyckiego undergroundu" ("Slither", "PD-7"). Ten ostatni trop wydaje się najbardziej obiecujący. W przeciwnym razie Anoushka Shankar rozpłynie się w barwnym tłumie twórców muzyki świata.